Dwa lata wcześniej zatrzymaliśmy się w tym hotelu, kiedy nasz apartament był remontowany. Paul trzymał kilka starych map w szufladzie swojego biurka przez…
Przyciął rogi i otworzył pudła z jego aktami.
Nic nieznaczący przedmiot.
Kawałek plastiku, o którego posiadaniu wiedział tylko on.
„Napisałeś ostatni list” – powiedziałam. „Potem podłożyłeś starą kartkę pod mój płaszcz, żeby bukiety stały się dowodem cudzołóstwa”.
„Dlaczego miałby to zrobić?” – zapytała moja teściowa.
Spojrzałam na Paula.
„Bo przez ostatnie trzy miesiące próbował mnie namówić do podpisania umowy sprzedaży naszego mieszkania”.
Paul potajemnie zainwestował w firmę zajmującą się luksusowymi apartamentami, która zadłużała się. Aby uzyskać nowy kredyt, potrzebował mojego podpisu, ponieważ połowa naszego mieszkania należała do mnie.
Odmówiłam.
W zeszłym tygodniu znalazłam w naszej drukarce niedokończoną kopię pełnomocnictwa z podrobionym moim podpisem. Kiedy go o to zapytałam, twierdził, że to stary druk.
Uwierzyłam mu na tyle długo, żeby to zaobserwować.
Nie na tyle długo, by zapomnieć.
Paul zdał sobie sprawę, że Gabriel może być użyty jako broń. Pozwolił, by bukiety dotarły, przechwycił listy i czekał, aż będzie ich wystarczająco dużo, by romans wydawał się prawdopodobny.
Potem zorganizował sfingowane spotkanie.
Po publicznym skandalu planował zaproponować mi dyskretny rozwód: oddałabym mieszkanie, a on zrezygnowałby z wykorzystania przeciwko mnie rzekomych dowodów niewierności i wciągania Inès w konflikt.
„Chciałeś mnie zawstydzić przed negocjacjami” – powiedziałam.
„Ma urojenia” – warknął Paul.
Gabriel pogrzebał w torbie i wyciągnął telefon.
„Więc posłuchajmy naszej pierwszej rozmowy”.
Zachował pocztę głosową, którą Paul wysłał siedem tygodni wcześniej.
Głos mojego męża rozbrzmiał echem w salonie:
*Elise jest bardzo krucha. Nie mów jej niczego bezpośrednio. Wyślij kwiaty; docenia romantyczne gesty. Powiem ci, kiedy będzie gotowa cię poznać.*
Potem druga wiadomość:
*Nie podpisuj się swoim imieniem. Mogłaby pomyśleć, że chodzi ci o pieniądze.*
Gabriel posłuchał jego rady.
Paul powiedział mu wtedy, że wyrzucam kartki bez czytania i nie chcę znać tożsamości nadawcy.
W międzyczasie co tydzień pytał mnie, kto mógłby mi wysyłać te bukiety.
Cała sala zrozumiała w tym samym momencie.
Podsycał aurę tajemniczości po obu stronach.
„Chciałem uniknąć niespodzianki” – próbował.
„Chciałaś sfingować romans” – odpowiedziałem.
Mama wstała.
„Paul popełnił błąd, ale to nie zmienia faktu, że Gabriel powinien był trzymać się od ciebie z daleka”.
„Dlaczego?” – zapytałem.