Jesteśmy zadłużeni, a ty… — Macie długi z własnej głupoty — odezwał się Marek. Jego głos był niski, twardy jak granit. — I z jakiego niby powodu mamy za to płacić? — Z racji pokrewieństwa! — wrzasnęła Greta. — Klara obiecała niespodziankę! Oszukała nas! To nadużycie! — Zwariowaliście — powiedziałam cicho. — Niespodzianka to wiadomość, nie worek złota. — Musisz się podzielić! — Leo zerwał się z miejsca. — Sprzedaj! Spłać długi rodziny! — Wynocha — powiedział spokojnie Marek. — Co? — ocknęła się mama. — Powiedziałem: wynocha. Wszyscy. — A to jak?! — Agata aż zadrżała. — Wyrzucasz matkę?! Przez tego… robotnika? Nie wyjdziemy, dopóki nie dostaniemy rekompensaty za krzywdę moralną!
— A teraz radźcie sobie sami! — definitywnie odcięłam finansowy kurek mojej bezczelnej rodzinie. — Ani złotówki więcej. Ani na „natchnienie artysty”, ani na „chwilowe trudności”, ani na leczenie wymyślonych migren.
Usiedli na kanapie, ściskając się za ręce. Milczące oblężenie. Wstałam. Złość pulsowała mi w piersi. — Dzwonię na policję — ostrzegłam. — Dzwoń! — prychnął Leo. — Powiemy, że to rodzinny konflikt! Nikt nas nie ruszy! Pomieszkamy tu… aż zmienisz zdanie. Marek powoli podszedł do drzwi. Przekręcił zamek od środka. Potem schował klucze do kieszeni. — Nikt stąd nie wyjdzie, dopóki nie podpiszecie papierów — powiedział spokojnie. — Jakich papierów?! — zapiszczała Luiza. — Oświadczenie o braku roszczeń. I potwierdzenie, że nie macie wobec nas żadnych długów. — To szantaż! — wrzasnęła mama. — To obrona — odpowiedziałam. Głos mi drżał, ale nie ze strachu. Z wściekłości. Mamrotali, szemrali, ale pod naporem Marka podpisali. Ze łzami w oczach, lecz podpisali. Otworzył drzwi. Wyszli, zgarniając swoje torby i żale. Pokój nagle zrobił się dwa razy większy. Usiadłam na podłodze. Marek usiadł obok, objął mnie. — Nie żałujesz? — spytał. — Nie — odpowiedziałam. — Po raz pierwszy czuję się wolna. Siedzieliśmy w pustym, zimnym mieszkaniu, wśród budowlanego pyłu, z jedyną żarówką pod sufitem, ale wiedziałam — to początek. Teraz wszystko będzie nasze. Tylko nasze.