Zamiast tego wypowiedziałem zdanie, które ciągnęło się za mną przez dziesięć lat.
„To może idź i zapytaj dziadków, czy wiedzą lepiej ode mnie”.
Mimika Emily zrzedła.
„Dobrze” – powiedziała, chwytając płaszcz.
„Emily, zaczekaj”.
„Nie. Sama to powiedziałaś. Wiem, że jestem dla ciebie tylko kolejnym obowiązkiem”.
Otworzyła drzwi.
Twarz Emily zamilkła.
Nora podskoczyła. „Em, czekaj. Pójdę z tobą”.
Potarłem czoło. „Zostań na chodniku. Daj jej ostygnąć, a potem ją przyprowadź”.
Nora skinęła głową. „Przyprowadzę, panie Ross”.
Minęło dwadzieścia minut.
Potem trzydzieści.
Zadzwoniłem do Emily. Nikt nie odebrał.
„Przyprowadzę, panie Ross”.
Zadzwoniłem do Nory. Nikt nie odebrał.
Kiedy ktoś zapukał, pobiegłem do drzwi.
Nora stała tam
Samotna, przemoczona i drżąca, z błotem na trampkach i sinymi ustami.
„Gdzie jest Emily?” zapytałem.
Nora patrzyła ponad moim ramieniem.
„Nora. Gdzie jest moja córka?”
„Nie wiem” – wyszeptała.
„Gdzie jest Emily?”
***
Policja przyjechała w ciągu kilku minut. Dałem im zdjęcie Emily, kolor swetra i wszystkie ulice, którymi mogli jechać.
Zastępca szeryfa przesłuchiwał Norę, gdy ta trzęsła się pod kocem.
„Czy Emily uciekła?”
„Nie wiem”.
„Czy ktoś się zatrzymał?”
Spuściła wzrok.
„Czy ktoś się zatrzymał?”
O północy sąsiedzi przeszukiwali mieszkanie latarkami. Szedłem, aż moje buty napełniły się wodą.
Na komisariacie mój brat, Ronald, złapał mnie za ramię.
„Ross, ta dziewczyna coś wie”.
„Ma 12 lat”.
„Ta dziewczyna wróciła bez Emily”.
„Ma na imię Nora”.
„Twoja prawdziwa córka zaginęła. Trzymaj się od niej z daleka. Mówię ci, że to kłopoty”.
„Ross, ta dziewczyna coś wie”.
Podszedłem bliżej. „Nigdy więcej mi tego nie mów”.
Do rana Emily już nie było. Grant i Carla dołączyli do poszukiwań, płakali obok mnie, czekając na lokalne wiadomości, i powiedzieli policji, że byli w domu całą noc.
Więc miasto obarczyło winą Norę.
***
W szkole dzieci odsuwały się od Nory, jakby mogła się na nią rzucić. Kobiety przestawały rozmawiać, gdy odchodziła.
Potem ktoś namalował na naszej skrzynce pocztowej napis „KŁAMCA”.
„Nigdy więcej mi tego nie mów”.
Nora zauważyła to przede mną.
„Mogę odejść”, powiedziała, wciąż mając na sobie plecak.
Podniosłem wąż ogrodowy. „Nie, nie możesz”.
„Myślą, że coś zrobiłam”.
Skuliłam się, aż na mnie spojrzała. „Cokolwiek się stało tamtej nocy, masz 12 lat. To miasto nie może cię wyrzucić, bo jest złe. Wiem, że ty też ją kochałaś”.
„Myślą, że coś zrobiłam”.
Jej usta drgnęły. „A co, jeśli zaczniesz im wierzyć?”
Spryskałam czerwoną farbą słupek, aż spłynęła. „Wtedy przypomnij mi, kto mnie lepiej wychował”.
***
Miesiące później babcia Nory trafiła do domu dziecka. Demencja się pogorszyła. Dwa razy zostawiła włączoną kuchenkę i zapomniała, jak wrócić ze skrzynki pocztowej.
Przyszła opiekunka społeczna z teczką.
„Nora nie ma żyjących rodziców” – powiedziała. „Jej babcia nie może dalej pełnić funkcji opiekunki”.
„A co, jeśli zaczniesz im wierzyć?”
Nora usiadła na schodach, ściskając plecak.
„Co się z nią stanie?” – zapytałam.
„Umieścimy ją”.