„To skomplikowane”.
Madeleine otworzyła teczkę. Wyjęła podpisaną przez siebie umowę najmu, sporządzoną na nazwisko Élodie, trzypokojowego mieszkania w Nogent-sur-Marne, za symboliczny czynsz w wysokości 1 euro. Notariusz stwierdził, że klucze i dokumenty zostały przekazane Françoise i Gérardowi, aby mogli przekazać je córce.
„Kupiłam to mieszkanie, kiedy twój rozwód został sfinalizowany” – wyjaśniła Madeleine. „Chciałam, żebyś miała… siebie”.
„Bez polegania na Julienie ani na nikim innym. Twoja matka powiedziała mi, że nie chcesz ze mną rozmawiać i chcesz radzić sobie sama”.
Élodie poczuła, jak nogi się pod nią uginają.
„Powiedziała mi, że nic nie wiesz. Że jesteś zbyt zmęczona”.
Madeleine zacisnęła usta.
„Jestem wystarczająco zmęczona, żeby nienawidzić schodów, ale za mało, żeby zapomnieć o mieszkaniu”.
„Gdzie są klucze?”
„Właśnie tego zaraz się dowiemy”.
Élodie spojrzała na umowę najmu.
„Nie chcę skandalu”.
Madeleine spojrzała na nią.
„Mieszkasz w hotelu z dwuletnim dzieckiem, a twoja rodzina ukrywa twoją korespondencję. Skandal już istnieje. Jedyna różnica polega na tym, że wybrali świadka”.
Trzy dni później Françoise organizowała rodzinny obiad. U niej stół byłby nakryty delikatną porcelaną, serwetki rozłożone wachlarzem, a kłamstwa podawane do kawy.
Élodie pojawiła się niespodziewanie, z Liną w ramionach. Miała na sobie swoją jedyną reprezentacyjną bluzkę. Madeleine poprosiła ją, żeby nic nie mówiła przed wejściem.
Drzwi nie były zamknięte. W jadalni Françoise śmiała się i opowiadała jakąś historię. Gérard nalewał wino. Thomas i Camille jedli pieczone jajka. Madeleine siedziała na końcu stołu.
Kiedy pojawiła się Élodie, głosy jeden po drugim cichły.
Françoise zbladła.
„Élodie? Co ty tu robisz?”
Madeleine odłożyła serwetkę.
„Gdzie są klucze do mieszkania w Nogent?”
Nikt się nie ruszył.
„Jakie klucze?” zapytała Françoise.
„Te do mieszkania, które zarezerwowałam dla Élodie. Te, które dał ci mój notariusz. Te, które powinny uchronić moją prawnuczkę przed koniecznością spania w hotelu socjalnym”.
Gérard wpatrywał się w swój talerz. Thomas uniósł kieliszek do ust, ale jego ręka drżała.
Françoise usiadła.
„Madeleine, to nie takie proste”.
„Staje się proste, kiedy odpowiesz na pytanie”.
„Élodie była niestabilna po rozwodzie. Podejmowała irracjonalne decyzje. Chcieliśmy uniknąć sytuacji, w której skończy sama w dużym mieszkaniu z rachunkami, na które jej nie stać”.
„Ja płaciłam rachunki”, powiedziała Madeleine.
„Uznaliśmy, że najlepiej będzie poczekać”.
Madeleine powoli odwróciła głowę w stronę Thomasa.
„A kto mieszka w Nogent podczas tego czekania?”
Camille spuściła wzrok. Thomas westchnął.
„Zatrzymaliśmy się tam tymczasowo”.
„Ile to już minęło?”
„Kilka miesięcy”.
„Sześć dni po tym, jak dostaliśmy klucze” – sprecyzowała Madeleine.
Élodie poczuła, jak całe jej ciało napina się.
Thomas odwrócił się do niej.
„Mieliśmy wyjechać. Potem Camille straciła pracę i wszystko potoczyło się lawinowo. Nie wiedzieliśmy, że mieszkasz w hotelu”.
„Nigdy mnie nie pytałaś, gdzie jestem”.
„Nie zawsze odpowiadałaś”.
„Bo pracowałam, szukałam miejsca w żłobku i starałam się o mieszkanie!”
Françoise uderzyła dłonią w stół.
„Dość! Starałyśmy się chronić wszystkich. Thomas potrzebował natychmiastowego mieszkania. Zawsze mówiłaś, że chcesz być niezależna”.
Madeleine wyjęła kopertę z torby i położyła ją przed Élodie.