W środku znajdował się nowy komplet kluczy, kopia umowy najmu i protokół komorniczy złożony poprzedniego dnia.
„Zamki zostaną wymienione o 16:00” – powiedziała Madeleine. „Thomas i Camille mają czas do wieczora, żeby odebrać swoje rzeczy”.
Thomas gwałtownie wstał.
„Nie możecie nas tak po prostu wyrzucić!”
„Mogę odzyskać swoją nieruchomość, która była zajmowana nielegalnie, po tym jak formalne wezwanie pozostało bez odpowiedzi. Mój prawnik wyjaśni resztę”.
Françoise spojrzała na Madeleine z przerażeniem.
„Niszczysz rodzinę przez nieporozumienie”.
„Nie. Wycofuję pieniądze od rodziny, która pomyliła moją hojność z pozwoleniem”.
Zwróciła się do Gérarda.
„Opłaty wypłacane przez SCI za twoje tak zwane usługi konsultacyjne wygasają dzisiaj”.
Następnie zwróciła się do Thomasa.
„Zostajesz zwolniony z zarządzania dwoma budynkami w Créteil”.
W końcu zwróciła się do Françoise.
„I nie będę już spłacać kredytu hipotecznego za ten dom”.
Gérard uniósł głowę.
„Nie możesz nas tak zostawić”.
Madeleine uśmiechnęła się bez radości.
„Zostawiłaś Élodie w ten sposób”.
Nastała tak ciężka cisza, że Lina zaczęła płakać. Élodie ją przytuliła. Madeleine wstała, pocałowała prawnuczkę we włosy i położyła dłoń na ramieniu Élodie.
„Idź zobaczyć swoje mieszkanie”.
Élodie spojrzała na matkę, ojca i brata. Nikt nie spojrzał jej w oczy. Potem zabrała Linę do brasserie. Dziewczynka jadła frytki i naleśnika z cukrem, nieświadoma, że jej matka w duchu płakała nad posiłkiem, który stał się świętem.
W Nogent budynek stał przy ulicy obsadzonej platanami. Na trzecim piętrze klucz bez oporu wszedł do zamka.
Lina wbiegła do środka.
„Czy to nasze mieszkanie?”
Mieszkanie było jasne, z dwiema sypialniami, jasnym parkietem i balkonem. Na blacie kuchennym Madeleine zostawiła…
Powiedziała jedno słowo: „Ogrzewanie działa. Lodówka jest pełna”.
Élodie usiadła na podłodze.
„Tak, kochanie. To nasz dom”.
Tym razem płakała. Nie tak jak w hotelu, cicho pod prysznicem. Płakała na kolanach na czystej, drewnianej podłodze, z Liną tulącą ją do siebie i ściskającą klucz w dłoni.
Tego wieczoru zadzwoniła Françoise.
„Upokorzyłaś nas przed wszystkimi”.
„Miałaś sześć miesięcy, żeby tego uniknąć” – odpowiedziała Élodie.
„Zawsze robisz aferę z niczego”.
Élodie rozłączyła się i zablokowała numer. Ręce jej drżały, ale niczego nie żałowała.
Dwa dni później kuzynka powiedziała jej, że Thomas i Camille otrzymali wezwanie. Thomas powtarzał, że jego zdaniem mieszkanie jest przeznaczone dla tej pary. Madeleine ze swojej strony przesłała dowody: wiadomości, e-maile, przypomnienia od notariusza.
W jednym z nich Thomas napisał do Françoise: „Nie mów nic Élodie. Jeśli dowie się o Nogencie, pojawi się z małym”.
Élodie czytała zdanie, aż słowa się zamazały.
Wiedzieli.
Nie tylko o niej zapomnieli. To oni zaaranżowali jej nieobecność.
Największy cios nastąpił po odejściu Thomasa. W mieszkaniu, pod ulotkami, Élodie znalazła koperty zaadresowane do niej: przypomnienia z CAF (francuskiego biura ds. zasiłków rodzinnych), rachunki za leczenie, list z żłobka, kartki urodzinowe i list od swojego prawnika.
„Zabrali moją pocztę”.
Madeleine stała obok niej bez ruchu.
„Tak”.
„Myślałam, że jestem niezorganizowana. Myślałam, że zapomniałam o papierkowej robocie”.
„Właśnie tego chcieli”.
Élodie odwróciła się do niej, a jej oczy napełniły się łzami.
„Dlaczego nie zadzwoniłaś do mnie bezpośrednio?”
Po raz pierwszy Madeleine spuściła głowę.
„Bo powiedzieli mi, że odmawiasz mojej pomocy. Wykorzystali twoją dumę przeciwko tobie, a ja chciałam wierzyć, że moja córka nie skłamie w tak poważnej sprawie. Powinnam była to sprawdzić”.
„To nie twoja wina”.
„Błąd nie zawsze jest winą” – odpowiedziała Madeleine. „Ale i tak ma swoje konsekwencje. Ja poniosę swoje”.
Madeleine sprzedała kolejny dom rodzinny, ten, który obiecano Thomasowi. Pieniądze zostały umieszczone w polisie na życie, której beneficjentem była Lina, z klauzulami uniemożliwiającymi dostęp do niej komukolwiek przed ukończeniem przez nią 18 lat.
„Nawet ja?” – zapytała Élodie.