„Powiedz coś” – warknął Ethan.
„Myślę” – powiedział ostrożnie Garrison – „że powinieneś przemyśleć wszystko, co myślisz o swojej żonie”.
Ethan poleciał do Chicago następnego ranka.
Wszedł do siedziby Novacore niczym człowiek odzyskujący skradzione mienie.
Hol był szklany, stalowy, oświetlony rzeką i pełen cichej pewności siebie. Nie tak drogi jak siedziba Blackwella w Los Angeles, ale bardziej tętniący życiem. Inżynierowie przechodzili przez kontrolę bezpieczeństwa z identyfikatorami krzywo przypiętymi do swetrów. Ludzie kłócili się o tablety. Ktoś śmiał się przy windach z wyczerpanej radości rozwiązania problemu o trzeciej nad ranem.
Ethan od razu tego znienawidził.
Podał swoje nazwisko recepcjonistce.
„Przyszedłem do Marcusa Hale’a”.
„Czy jest pani umówiona?”
„Nie”.
Jej uśmiech nie drgnął. „Proszę usiąść”.
Czekał dwadzieścia sześć minut.
Zanim Marcus Hale wszedł do sali konferencyjnej na górze, cierpliwość Ethana przerodziła się w gniew.
Marcus miał sześćdziesiąt jeden lat, siwe włosy i spokój, który sprawiał, że wpływowi mężczyźni chcieli podnosić głos. Uścisnął dłoń Ethana, jakby spotykali się na charytatywnym lunchu, a nie po przeciwnych stronach barykady.
„Ethan. Niespodziewany”.
„Przyszedłem dla Emily”.
Marcus usiadł naprzeciwko niego. „Dr Walker nie jest przedmiotem, który zaginął w moim budynku”.
„To moja żona”.
„Jestem tego świadomy”.
Ethan pochylił się do przodu. „Cokolwiek ci powiedziała, cokolwiek ci zaoferowała, nie nadaje się do kierowania czymkolwiek na tym poziomie”.
Wyraz twarzy Marcusa się zmienił.
Nie dramatycznie.
Wystarczająco.
„Popełniłem błąd, niedoceniając ją przez jakieś czterdzieści minut” – powiedział Marcus. „Potem poprawiła mnie z większą elegancją, niż na to zasługiwałem”.
Ethan wpatrywał się w nią.
Marcus kontynuował: „To, co zaprezentowała nam dr Walker, to największy postęp w dziedzinie napędowej, jaki widziałem od dwudziestu lat”.
„Nie ma żadnego doświadczenia w korporacji”.
„Jest błyskotliwa. Doświadczenie w korporacji można wynająć”.
„Spędziła pięć lat, zarządzając moim domem”.
„Tak” – powiedział Marcus. „I najwyraźniej zbudowała przyszłość z kuchennej wyspy, kiedy nie patrzyłeś”.
Wyrok był tak trafny, że Ethan nie miał od razu żadnej obrony.
Marcus sięgnął do marynarki i przesunął wizytówkę po stole.
„Jej adwokat prosił mnie, żebym ci to dał, jeśli przyjdziesz”.
Ethan lo
Spojrzał na kartkę.
Vincent Castillo.
Restrukturyzacja korporacji. Strategiczne przejęcia. Prawo papierów wartościowych.
Nie rozwód.
Żołądek Ethana ścisnął się.
„Co ona robi?”
Marcus wstał.
„To pytanie powinieneś był zadać dawno temu”.
Część 3
Emily zgodziła się spotkać z Ethanem dwudziestego ósmego dnia.
Nie dlatego, że na to zasługiwał.
Ponieważ chciała, żeby zrozumiał, że kobieta, którą stracił, nie ukrywa się przed nim.
Po prostu nie była już dostępna.
Sala konferencyjna w Novacore wychodziła na rzekę Chicago. Ethan był już w środku, kiedy weszła. Wstał zbyt szybko, jakby zaskoczony jej fizyczną rzeczywistością.
Przez jedną bolesną sekundę Emily zobaczyła mężczyznę, którego kiedyś kochała.
Nie miliardera. Nie prezesa. Nie mężczyznę z kochanką na kanapie.
Tylko Ethan, zmęczony i nieogolony, patrzył na nią, jakby przemierzył wszystkie możliwe wspomnienia i przybył za późno.
Potem minęła sekunda.
„Emily” – powiedział.
„Doktor Walker” – poprawiła go delikatnie.
Wzdrygnął się.
Usiadła naprzeciwko niego i położyła tablet na stole. „Masz dziesięć minut”.
Spojrzał na jej marynarkę, schludne włosy, odznakę przypiętą do kieszeni, pewność siebie w jej postawie. Jego oczy poruszały się, jakby próbowały odnaleźć żonę, którą pamiętał, w kobiecie przed nim.
„Powiedziała mi, żebym nie przychodził” – powiedział.
„Kto?”
„Vanessa”.
Emily prawie się uśmiechnęła. „Więc tym razem Vanessa dała ci pożyteczną radę”.
Jego twarz się skrzywiła. „Nie jestem z nią”.
„To nie moja sprawa”.
„To się skończyło”.
Emily patrzyła na niego uważnie. „Ethan, nie odszedłem, bo rywalizowałem z Vanessą. Odszedłem, bo w końcu pozwoliłeś mi zobaczyć kształt pokoju, w którym mieszkałem”.
Spuścił wzrok.
„Teraz wiem, kim jesteś” – powiedział.
„Nie” – odpowiedziała Emily. „Teraz znasz fakty na mój temat. To co innego”.
Przyswoił to sobie.
Za szklaną ścianą przechodzili inżynierowie z notesami i kubkami do kawy. Emily nauczyła się ich imion w ciągu czterech dni. Dowiedziała się, którzy zasługują na pochwały, którzy potrzebują ciszy, którzy są błyskotliwi, ale boją się mówić w pomieszczeniach pełnych głośniejszych ludzi.
Umiała budować coś więcej niż tylko maszyny.
Umiała budować zaufanie.
„Przeczytałem artykuł” – powiedział Ethan.
„Założyłem, że tak.”
„Kupujesz akcje Blackwell.”
„Tak.”
„Dlaczego?”
„Ponieważ twoja firma jest niedowartościowana po panicznej wyprzedaży, ale jej infrastruktura produkcyjna wciąż jest wyjątkowa. Problem z przywództwem można rozwiązać. Jej kultura inżynierska wymaga ochrony. Jej kontrakty rządowe wymagają stabilizacji”.
Zmrużył oczy. „Problem z przywództwem”.
„Pytałeś”.
„Próbujesz przejąć moją firmę”.
„Nie” – powiedziała Emily. „Próbuję ocalić te jej części, które warto ocalić, zanim twoje ego je spali”.
Przez chwilę ogarnął go gniew, znajomy i automatyczny.
Potem opadł z wyczerpania.