Ale nie mogła już niczego powstrzymać. Jakby coś w niej pękło.
„Nie rozumiesz!” zaczęła znowu krzyczeć. „Twoje życie się skończyło! Ona się do niczego nie nadaje! Te dzieci… to była pomyłka!”
Potem Trevor cofnął się o krok. Tylko o jeden. Ale to wystarczyło, żebym zrozumiał, że w końcu dostrzegł w niej to, kim naprawdę była.
Policja przyjechała szybko. Za szybko, a jednak dla mnie za późno.
Zakuli ją w kajdanki na miejscu, tuż przy trumnach moich dzieci. Ciągle gadała, usprawiedliwiała się, mówiąc, że postąpiła „słusznie”. Nikt już jej nie słuchał.
Emma przytuliła się do mnie, drżąc. Wziąłem ją w ramiona i trzymałem najmocniej, jak potrafiłem. Była jedyną żywą istotą, jaka mi została.
Trevor podszedł powoli.
“Przepraszam…” powiedział.