Przeżyła kolejną minutę.
Spuściła głowę, wzięła dzbanek i podeszła do stolika numer siedem.
Pierwsze kieliszki były łatwe. Alessandra ledwo na nią spojrzała. Marco rzucił jej krótkie spojrzenie i wrócił do rozglądania się po sali. Tomas obserwował wszystko, ale nie na tyle uważnie. Serena trzymała twarz pochyloną, a jej głos był spokojny i profesjonalny.
Woda.
Nic więcej.
Potem dotarła do Damiena.
Czuła go, zanim jeszcze na niego spojrzała. Jego wodę kolońską. Jego spokój. Jego cichą siłę, tę samą siłę, która kiedyś dawała jej poczucie bezpieczeństwa, a teraz sprawiała, że czuła się ścigana.
„Dziękuję” – powiedział.
Dwa proste słowa.
Dwa słowa w głosie, który kiedyś szeptał obietnice do jej włosów.
„Proszę bardzo” – zdołała odpowiedzieć.
Skupiła się na krawędzi szklanki. Prawie pełna. Prawie gotowa. Prawie bezpieczna.
Potem dziecko kopnęło.
Twardy.
Ból przeszył ją pod żebrami. Serena jęknęła, jej ręka drgnęła, a woda rozprysła się na rękawie Damiena.
„Kurwa. Przepraszam” – wyrzuciła z siebie, chwytając serwetki, zanim zdążyła się powstrzymać.
Pochyliła się do przodu. Jej brzuch uderzył o krawędź stołu. Uniosła twarz.
A Damien Moretti spojrzał prosto w oczy zmarłej kobiety, którą pochował.
Maska spadła mu z twarzy.