Jego wzrok znów powędrował na jej brzuch.
„Czy to moje?”
Pytanie uderzyło go mocniej, niż mógłby to kiedykolwiek zrobić.
Serena cofnęła się i zakryła brzuch obiema dłońmi.
„Jak śmiecie.”
„Jak śmiem?” Jego głos załamał się z wściekłości i niedowierzania. „Pozwoliłeś mi myśleć, że nie żyjesz. Zniknąłeś bez śladu. A teraz widzę cię w ósmym miesiącu ciąży, pracującą w barze, a ty chcesz rozmawiać o tym, jak śmiem?”
„Nie miałem wyboru”.
Słowa wyrwały się jej z gardła.
„Vincent mnie wrobił”.
Damien znieruchomiał.
Serena znała tę ciszę. Była gorsza niż gniew. To był oddech przed przemocą.
„Co powiedziałeś?”
„Twój kuzyn mnie wrobił” – powiedziała, trzęsąc się z zimna, wściekłości i miesięcy strachu, które w końcu się ujawniły. „Sfałszował dokumenty. Zmanipulował nagrania. Podłożył dowody w moich rzeczach. Sprawił, że wyglądało na to, że sprzedawałam informacje rodzinie Calabresi. Sprawił, że to ja doprowadziłam do napadu na magazyn, w którym zginęło trzech twoich ludzi”.
Oczy Damiena się zwęziły.
„Chciał, żebyś uwierzył, że cię zdradziłam” – kontynuowała. „Wiedział, że mnie za to zabijesz”.
„To niemożliwe. Vincent jest rodziną.”
„Chciał twojej pozycji. Chciał, żebym odeszła. Chciał, żebyś była niestabilna. Słaba. Mąż pogrążony w żałobie, otoczony wrogami”.
Damien wpatrywał się w nią, a ona widziała, jak na jego twarzy mimowolnie pojawia się wątpliwość.
„Gdyby to była prawda” – powiedział cicho – „to dlaczego nie przyszłaś do mnie?”
„Ponieważ znalazłem bombę w swoim samochodzie.”
To go zatrzymało.