Salon stał się salą sądową cyfrowej sprawiedliwości.
Odtwarzano klip za klipem. Pokazywano Lydię ciągnącą Leo za włosy. Pokazywano Lydię szczypiącą Maję w ramię, aż zsiniała, szepcząc: „Uśmiechnij się do kamery, ty mały bachorze”. Pokazano Lydię szczegółowo opisującą, jak spędzi czas z funduszem Sarah Vance Memorial Trust, gdy trafię na oddział psychiatryczny.
Najbardziej obciążającym fragmentem był zapis rozmowy telefonicznej, którą przeprowadziła zaledwie przed chwilą, w której przyznała się do „przygotowania gruntu”.
Twarz Lydii nie zbladła, tylko poszarzała. Rzuciła się na telewizor, wyciągając pazury i wrzeszcząc jak banshee, ale stanąłem jej na drodze. Nie czułem już gniewu, tylko głębokie, mrożące krew w żyłach poczucie determinacji.
„Powinnam była ich zabić, kiedy miałam okazję!” krzyknęła, wreszcie martwa, „święta”. „Sarah dostała wszystko! Dostała ciebie, dostała dom, dostała nazwisko! A ja zostałem z resztkami! Chciałem po prostu zabrać to, co moje!”
Pani Gable opadła szczęka. Nie patrzyła już na pogrążoną w żałobie ciotkę; patrzyła na drapieżnika. Sięgnęła po radio. „Dyspozytor, tu Gable. Potrzebna jest natychmiastowa obecność policji w posiadłości Vance’a. Mamy potwierdzony przypadek znęcania się nad dzieckiem, oszustwa i napaści. Nakaz aresztowania Lydii Thorne”.
Policja wparowała do środka trzy minuty później. Lydia walczyła z nimi, niczym dzikie zwierzę złapane w pułapkę, którą sama zastawiła. Kiedy wyprowadzali ją w kajdankach, splunęła na mnie.
„Nigdy cię tam nie było, Thomas! Pozwoliłeś mi to zrobić! Jesteś tak samo winny jak ja! Spójrz na ich twarze – nigdy cię nie pokochają!”
To była jedyna prawda, którą wypowiedziała. I to ona miała mnie zmienić na zawsze. Spojrzałem na moje dzieci, które stały w drzwiach kuchni, patrząc, jak ich dręczyciel jest wywlekany w noc. Nie spojrzały na mnie z ulgą. Spojrzały na mnie z pytaniem.
Gdzie byłeś, tato?
To wydarzenie okazało się nuklearną zimą dla mojej kariery. W ciągu czterdziestu ośmiu godzin historia wybuchła. SZWAGIERKA PREZESA VANCE GLOBAL ARESZTOWANA ZA PRZEMOC WOBEC DZIECI. Rada dyrektorów zwołała nadzwyczajne zebranie. Chcieli, żebym ustąpił i „zajął się swoimi sprawami osobistymi”, co w korporacyjnym żargonie oznaczało, że jesteś PR-owym koszmarem.