Ciąg dalszy historii

— Czyli uważasz, że cię kontroluję?
W kuchni zapadła cisza.
Elżbieta nie odpowiedziała od razu. Patrzyła na Michała przez kilka długich sekund, jakby po raz pierwszy naprawdę go widziała. Nie jako męża, nie jako ojca Zofii, nie jako człowieka, z którym spędziła ponad dekadę życia. Widziała przed sobą kogoś, komu przez lata oddawała prawo do podejmowania decyzji za nią.
— Nie uważam — powiedziała w końcu spokojnie. — Ja to wiem.
Barbara gwałtownie wstała od stołu.
— Jak śmiesz?!
— Niech mama usiądzie — przerwała jej Elżbieta. — Przez lata słuchałam, jak jestem niewdzięczna, nierozsądna albo przesadnie emocjonalna. Dzisiaj chciałabym dokończyć jedno zdanie bez przerywania.
Michał patrzył na nią w milczeniu.
Po raz pierwszy nie miał gotowej odpowiedzi.
— Pamiętasz kurtkę dla Zofii? — zapytała. — Powiedziałeś wtedy, że wydałam pieniądze na głupoty.
— Bo kupiłaś najdroższą…
— Nie. Kupiłam ciepłą. Nasza córka marzła w starej. A ja musiałam prosić cię o zgodę na zakup rzeczy dla własnego dziecka.
Michał zacisnął szczękę.
— Wszystko wyolbrzymiasz.
— Naprawdę?
Elżbieta otworzyła szufladę kredensu i wyjęła kilka wydruków.
Położyła je na stole.