— Przez ostatnie dwa miesiące sprawdzałam wyciągi.
Elżbieta zmieniła dane do przelewu wynagrodzenia i skierowała pensję na nowe konto. W domu czekali na nią rozgniewani mąż i teściowa:
Michał pobladł.
Barbara nachyliła się nad kartkami.
— Co to ma znaczyć?
— To przelewy dla brata Michała. Regularne. Co tydzień.
— To sprawa rodzinna — burknął Michał.
— Tak. Ale pieniądze pochodziły również z mojej pracy. Nigdy mnie o to nie zapytałeś.
Barbara spojrzała na syna.
— Michał?
Przez moment nie odpowiedział.
— Miał problemy.
— A ja nie miałam prawa o nich wiedzieć? — zapytała Elżbieta. — Nie miałam prawa wiedzieć, dlaczego pod koniec miesiąca na koncie zostaje coraz mniej pieniędzy?
Michał odwrócił wzrok.
Po raz pierwszy wyglądał nie na rozgniewanego, lecz na przyłapanego.
— Nie chciałem cię martwić.
Elżbieta gorzko się uśmiechnęła.
— To ciekawe. Bo jakoś nie miałeś problemu, żeby martwić mnie każdym moim zakupem.
Barbara usiadła z powrotem na krześle.
Nagle wyglądała na znacznie starszą.
— Może popełniłeś błąd, Michał…
— Mamo…
— Nie przerywaj mi.
To był pierwszy raz, kiedy teściowa nie stanęła po stronie syna.
W kuchni znów zrobiło się cicho.
Z pokoju wyszła Zofia.
Dziewczynka zatrzymała się przy drzwiach i niepewnie spojrzała na rodziców.
— Już się nie kłócicie?
Elżbieta poczuła ścisk w gardle.
Dziecko nie zapytało, o co chodzi.
Nie zapytało, dlaczego wszyscy krzyczą.
Zapytało tylko, czy już się skończyło.
Jakby podobne sytuacje były czymś zwyczajnym.
— Chodź tutaj, kochanie — powiedziała cicho.
Zofia podeszła i wtuliła się w matkę.
— Wszystko dobrze?
— Będzie dobrze.
Michał patrzył na córkę przez dłuższą chwilę.
Potem usiadł ciężko na krześle.
Nagle wydawał się zmęczony.
Bardzo zmęczony.
— Nigdy nie chciałem być takim człowiekiem — powiedział cicho.
Nikt się nie odezwał.
— Mój ojciec kontrolował wszystko. Każdy rachunek. Każdy wydatek. Obiecałem sobie, że nigdy nie będę taki sam.
Elżbieta słuchała uważnie.
— A jednak zostałem.
Barbara spuściła głowę.
— Twój ojciec też uważał, że robi wszystko dla rodziny.
Michał zamknął oczy.
Przez kilka sekund siedział nieruchomo.
Potem spojrzał na żonę.
— Nie zauważyłem, kiedy zacząłem traktować wspólne pieniądze jak własne.
— Bo było ci wygodnie — odpowiedziała spokojnie.
Nie zaprzeczył.
To powiedziało więcej niż jakiekolwiek tłumaczenia.
Wieczór zakończył się inaczej, niż wszyscy się spodziewali.
Nie było wielkiej awantury.
Nie było trzaskania drzwiami.
Barbara wyszła po godzinie, wyjątkowo milcząca.
Przed wyjściem zatrzymała się przy Elżbiecie.