Marguerite gwałtownym ruchem wyrwała rurkę.
Ból przeszył ramię Claire niczym płomień. Czerwona strużka spłynęła po jej nadgarstku, plamiła białe prześcieradło, a potem kapała na przezroczysty plastik szpitalnej bransoletki. Przez sekundę wszystko w pokoju stało się krystalicznie czyste: uchylone okno, niebieska zasłona, otwarte usta Alexandre’a, oddech Marguerite z ulgą.
„Proszę”, powiedziała Marguerite. „Możesz teraz udawać ofiarę. To robisz najlepiej”.
Przycisk połączenia znajdował się pięć centymetrów od lewej dłoni Claire. Mogła go nacisnąć. Mogła zadzwonić do pielęgniarki, krzyczeć w duchu, błagać o ochronę. Zamiast tego powoli przesunęła kciukiem po ekranie telefonu, który trzymała pod dłonią, dokładnie tam, gdzie zostawił go jej prawnik.
Marguerite to zobaczyła i wybuchnęła krótkim śmiechem.
„Do kogo dzwonisz? Do swojego prawnika? Do…”
Pracownik socjalny? Nie możesz nawet usiąść.
Claire zamrugała, a potem wyszeptała, niemal łamiącym się głosem:
„Nie. Włączam wideo”.
Uśmiech Marguerite zamarł.
Na wiszącym na ścianie telewizorze zniknął kanał informacyjny. Ekran na ułamek sekundy zgasł, a następnie pojawił się wyraźny obraz z monitoringu z poprzedniego wieczoru. Pokazywał mieszkanie Alexandre’a, dwupoziomowy apartament z tarasem przy Avenue Foch, ten, który Marguerite zawsze nazywała „prawdziwym domem mojego syna”, by wymazać z pamięci osiem lat mieszkania z Claire.
W głównej sypialni Inès Delaunay, nowa żona Alexandre’a, rzucała ubrania na podłogę. Wysoka, ciemnowłosa, idealna w jedwabnych sukienkach i na zdjęciach z magazynów, trzymała skórzany pasek owinięty wokół pięści. Na ekranie pojawił się Alexandre, skulony przy komodzie.
„Przestań, Inès, możemy porozmawiać”.
Na ekranie Inès uderzyła pasem o drewno, a potem o swoje ramię. Alexandre cofnął się przerażony.
Marguerite zamarła.
„To nie…”
W telewizorze otworzyło się drugie okno. Tym razem ukazywało gabinet Alexandre’a. Inès siedziała przy komputerze, z kieliszkiem wina przy klawiaturze, wpisywała hasła i zatwierdzała przelewy z kilku kont rodzinnych. Nazwy kont przesuwały się: oszczędności emerytalne Marguerite, holding Delaunay, konto inwestycyjne Alexandre’a.
Potem pojawiła się linia, zimna i ostateczna: Przelano 6 200 000 euro.
Marguerite sięgnęła po naszyjnik.
„Dokąd idą te pieniądze?”
Claire powoli odwróciła wzrok w jej stronę.
„Do mojego mieszkania”.
Alexandre cofnął się.
„Claire… jak ty…”
Głęboko wciągnęła powietrze. Każde słowo sprawiało jej trudność, ale chciała, żeby Marguerite je usłyszała.
„Nie powinieneś był zapomnieć o cofnięciu mi dostępu administratora do wspólnych kont. Zbyt pochopnie nazwałeś mnie pasożytem”.
Twarz Alexandre’a zbladła.
Miesiącami po separacji próbował zasypać Claire postępowaniami sądowymi. Ubiegał się o główną opiekę nad Zoé, tłumacząc, że była niestabilna od czasu niemalże wypadku samochodowego poprzedniej zimy, kiedy to na obwodnicy zawiodły jej hamulce. Wezwał Marguerite na świadka, która opisała swoją matkę jako „nerwową”, „przesadną”, „niezdolną do ochrony dziecka przed otoczeniem wywołującym lęk”. Inès, wówczas jego narzeczona, przyszła na rozprawę ubrana na biało, z uśmiechem niczym Madonna i wyszeptała na korytarzu:
„Ciesz się ostatnimi miesiącami z córką”.
Claire nie powiedziała ani słowa. Obserwowała.
Dyskretnie zatrudniła prywatną firmę ochroniarską w Boulogne. Działając zgodnie z prawem, zainstalowała alerty na kontach, na których nadal widniało jej nazwisko jako administratora technicznego. Złożyła dokumenty u swojej prawniczki, Sorayi Benali, byłej prawniczki specjalizującej się w przestępstwach gospodarczych. Wysłała akta do Tracfin (francuskiej jednostki wywiadu finansowego), a następnie do osoby z jednostki ds. przestępstw finansowych, która wciąż była jej winna przysługę w związku ze sprawą oszustwa w Lyonie.
Inès myślała, że przypadkiem trafiła do fortuny.
Weszła do pokoju ze szklanymi ścianami.
„Konto nazywa się Port-Lumière Gestion” – powiedziała Claire. „Struktura windykacyjna kontrolowana przez powiernictwo sądowe. Każdy podejrzany przelew jest blokowany i oznaczany. Podziwiałeś Inès tak bardzo, że nie zauważyłeś, że już opróżnia twoje kieszenie”.
Marguerite pokręciła głową.
„Kłamiesz”.
Na ekranie Inès wstała z telefonem przy uchu. Jej głos dobiegł z głośników telewizora, wyraźny i pełen pogardy.
„Czy twoja matka myśli, że cię kocham? Wyszłam za ciebie za mąż dla dostępu, Alexandre. Podpisz upoważnienie, albo powiem wszystkim, że zapłaciłeś za kierowcę”.
W pokoju zapadła cisza, słychać było tylko szum wentylacji.
Marguerite powoli odwróciła się w stronę syna.
„Który kierowca?”
Alexandre zamknął oczy.
Claire ponownie nacisnęła przycisk, jej kciuk drżał.
Pojawiło się kolejne nagranie. Nagranie z kamery samochodowej, niewyraźne, ale czytelne. Czarny SUV dwukrotnie okrążył szkołę Zoé. Widoczne było przejście dla pieszych, rodzice, dzieci, drobna sylwetka Zoé z fioletowym tornistrem. Potem przyspieszenie. Samochód wjechał na chodnik.
Marguerite wydała zduszony dźwięk.