Ciąg dalszy historii
— Tu nie chodzi o jedzenie. Rozejrzała się po pokoju, po rozbitej zastawie, przestraszonych twarzach gości. — Chodzi o to, że zachowujecie się tak, jakby mnie tu nie było. Elżbieta prychnęła. — Oj, nie dramatyzuj. Rodzina polega na dzieleniu się. Anna w końcu się do niej odwróciła. — Rodzina polega na szacunku. Sekunda ciszy. Marek nerwowo przeczesał włosy. — Dobra, koniec tego przedstawienia. Przeproś, posprzątaj i zapomnijmy o sprawie. Anna spojrzała na niego tak, jakby widziała go po raz pierwszy. — Przeprosić? — powtórzyła cicho. Wzruszył ramionami. — No tak. Zrobiłaś scenę. Powoli skinęła głową. — Dobrze. Goście nieco się rozluźnili, oczekując końca konfliktu. Ale Anna spokojnie przeszła do przedpokoju, otworzyła drzwi i szeroko je rozwarła. — A teraz wszyscy wychodzą. Nikt się nie ruszył. Spojrzała prosto na Marka.
— Ty też. — Serio? — uśmiechnął się krzywo, choć w jego głosie pojawiła się niepewność. — Absolutnie. Elżbieta oburzona chwyciła torebkę. — Chodźmy — rzuciła do reszty. — Nie jesteśmy tu mile widziani. Goście zaczęli się zbierać. Ktoś mruczał pod nosem, ktoś kręcił głową, ale nikt nie próbował się kłócić. Po kilku minutach mieszkanie opustoszało. Marek zatrzymał się w drzwiach. — Pożałujesz tego — powiedział. Anna spokojnie wytrzymała jego spojrzenie. — Już nie. Drzwi się zamknęły. Cisza. Powoli wróciła do salonu. Bałagan, lepka podłoga, zapach wina. Anna usiadła na krześle i po raz pierwszy tego wieczoru pozwoliła sobie odetchnąć. Potem wstała, wzięła telefon i wybrała numer. — Cześć, dziewczyny — powiedziała zmęczona, ale z lekkim uśmiechem. — Plan się nie zmienia. Spotkanie jest aktualne. Tylko… bez zbędnych gości. Spojrzała na lodówkę, gdzie za kapustą wciąż leżał nienaruszony kawałek ryby. I po raz pierwszy od dawna poczuła, że w tym mieszkaniu znowu jest gospodynią.