Ciąg dalszy historii
Po tym wszystkim? Nawet nie zauważyłeś, że stałeś się jej odbiciem. Śmiejesz się, gdy mnie upokarza. Nazywasz miłość niewolą, Tomaszu. Gratuluję — jesteś idealnym synem. Mąż chwycił kieliszek, jakby miał nim rzucić, ale ścisnął go zbyt mocno — szkło pękło, skaleczyło palce. Kropla krwi spadła na obrus, zostawiając czerwony ślad obok tłustej plamy po sałatce. — Izabela, odejdź — wychrypiał. — Nie. — Uniosła podbródek. — To ty odejdź. Ty i twoja matka. Marianna poderwała się, przewracając kieliszek. — Jak śmiesz! W moim domu! W moje urodziny! — To już nie twój dom, — powiedziała Izabela cicho. — Przepisałaś go na Tomka dwa lata temu. A teraz… cała nieruchomość jest w moich rękach. — Wyjęła z torebki złożone dokumenty i rzuciła je na stół. — Płaciłam za wszystko. Co miesiąc. Każdy grosz. Teraz to “wysypisko”, jak je nazwałaś, jest moje. Po pokoju przeszedł szmer. Ktoś sapnął. Ciotka Marta zachłysnęła się winem. Tomasz zesztywniał. — Co ty zrobiłaś… — wyszeptał. — To, co trzeba było — odpowiedziała spokojnie. — Mam dość bycia waszym portfelem i waszym niemy słuchaczem.
— Spojrzała na Mariannę, która, chwiejąc się, opadła na krzesło. — Dziś, Marianno, masz prawdziwy jubileusz. Nie święto — koniec. Odwróciła się i ruszyła do drzwi. Nikt się nie poruszył. Wszystko zamarło — stół z dogasającymi świecami, rozsypanymi kieliszkami, zapach wina i majonezu stały się częścią zatrzymanego obrazu. Kiedy drzwi trzasnęły, pokój westchnął. Gdzieś stoczył się kieliszek po obrusie. Tomasz sięgnął po telefon, po czym odłożył go z powrotem. Marianna siedziała nieruchomo, bezbarwnymi wargami mamrocząc coś niezrozumiałego. Impreza skończyła się jak piosenka, która nagle urywa się w połowie słowa. A na dole, pod blokiem, Izabela wciągnęła mroźne powietrze. Było zimne, czyste i jakieś nowe. Torba na ramieniu wydawała się lekka, krok — pewny. Szła w ciemność, nie czując ani chłodu, ani strachu. Przed nią był Warszawy szum, nieznane jutro i — po raz pierwszy od dawna — cisza, w której nie brzmiał już cudzy głos nakazujący: “Uśmiechnij się”. Uśmiechnęła się sama.