
Tomasz zastygł. Ewa zbladła jak prześcieradło. Oliwier rzucił się ku mnie, chwytając moją rękę. Do pokoju weszła kobieta w granatowym garniturze – Izabela. Obok niej stał policjant w mundurze. – Jest pan podejrzany o próbę zabójstwa żony – powiedział chłodno. – Tomasz Lange, ma pan prawo zachować milczenie. Tomasz coś mamrotał, potem rzucił się do drzwi, ale policjant go chwycił. Ewa krzyknęła, cofnęła się, ściskając torebkę. – To pomyłka! – wrzasnęła. – Chcieliśmy jej tylko pomóc! – Za późno – odpowiedziała Izabela. – Wasza „pomoc” została udokumentowana. Mamy też nagrania chłopca. Oliwier wtulił się we mnie, chowając twarz w moim ramieniu. Nie mogłam jeszcze mówić, ale tym razem świadomie poruszyłam palcami. Ścisnęłam jego dłoń i poczułam, że po policzku spływa łza. Żyję. Naprawdę żyję. Po godzinie sala opustoszała. Śledczy zabrali Tomasza i Ewę. Izabela została. Podeszła, sprawdziła aparaturę, pochyliła się i powiedziała cicho: – Zofio, jeśli mnie pani słyszy, proszę mrugnąć. Raz – na „tak”. Mrugnęłam. Jej twarz złagodniała. – Przyznał się. Twój wypadek nie był przypadkiem. Wszystko było starannie zaplanowane. Chciałam krzyczeć, ale mogłam tylko patrzeć. Izabela kontynuowała: – Musisz dojść do siebie. Resztą ja się zajmę. Położyła swoją dłoń na mojej. Ciepłą, pewną. Dni zlewały się w jednolitą biel ścian i szeptów.