Ciąg dalszy historii
– Mamo – przerwał cicho, ale stanowczo. – Dość. Pokój nagle zrobił się ciasny. Spojrzał na mnie, potem na resztę i jego głos nabrał twardości: – Izabela zostaje taka, jaka jest. To nasz dom i nasze decyzje – tylko nasze. Marianna pobladła. – Ale… – Bez „ale”. I jeszcze jedno – od teraz, proszę, uprzedzaj o wizytach. – Zrobił krok w moją stronę i ujął moją dłoń. – Mamy dość życia pod dyktando. Przez kilka sekund nikt się nie odezwał. W końcu Marianna wstała gwałtownie, prychnęła i ruszyła do drzwi. Za nią poszły Bernadetta i Oskar. Drzwi trzasnęły, pozostawiając po sobie tylko zapach jej perfum i niespodziewaną ciszę. – Zablokowałaś im karty? – zapytał po chwili Krystian, z lekkim uśmiechem. – Sprawdź sam – odparłam bez cienia skruchy. Zaśmiał się. Po raz pierwszy od dawna lekko i prawdziwie. Później objął mnie mocno. – Wiesz, chyba wreszcie zrozumiałem, dlaczego nie da się ciebie nie kochać. Noc opadła na miasto miękko. Stałam przy oknie, patrząc, jak krople deszczu spływają po szybie, czując dziwny spokój. Nie mściwą satysfakcję, lecz świadomość, że po raz pierwszy od dawna moje życie naprawdę należy do mnie. Marianna już nie dzwoniła. Czasem przychodziły wiadomości od Bernadetty – neutralne, ostrożne. Krystian nauczył się stawiać granice. A ja… dalej pracowałam, latałam, żyłam – bez strachu przed oceną. Potem, po kilku miesiącach, przyszło zaproszenie – rodzinny obiad, na którym Marianna chciała porozmawiać. Długo patrzyłam na ekran, uśmiechając się lekko. – Porozmawiać? Cóż, teraz tylko jak równy z równym.