
Joanna znieruchomiała, jakby nie dowierzała temu, co usłyszała. Potem gwałtownie postawiła torbę na stole i zmrużyła oczy: – To Arek ci pozwolił? Czy sama postanowiłaś uciec, jak uczennica z lekcji? – Słowa ściekały pogardą, a głos dzwonił od złości. Amelia spokojnie wytarła ręce i spojrzała jej prosto w oczy. – Nie potrzebuję pozwolenia. Jestem dorosłą kobietą, nie czyjąś uczennicą. – Aha, dorosła… Tylko że żyjesz na koszt mojego syna! – Twój syn jest dorosłym mężczyzną, jeśli przypadkiem zapomniałaś. A jeśli już mówimy o kosztach, większość domowych wydatków pokrywam ja. Twoje oskarżenia dawno się zdezaktualizowały. Arek stał między nimi jak zagubiony chłopiec na polu bitwy. Wziął głęboki oddech i cicho powiedział: – Mamo, dość. Joanna gwałtownie się odwróciła: – Co powiedziałeś? – Dość. Naprawdę. Nie powinnaś się wtrącać. To nasza decyzja. – Nasza? – powtórzyła, jakby nie dowierzała własnym uszom. – Wiesz w ogóle, kim byś był bez mnie? To ja cię wychowałam, wykształciłam, wszystko załatwiłam! A teraz ta panna będzie decydować, gdzie mieszkasz? – Mamo! – Arek podniósł głos, co zaskoczyło nawet jego samego. – Przestań wszystko za mnie decydować. Joanna cofnęła się o krok, jej wargi zadrżały.