
Klara długo stała przy zlewie, wpatrzona w jeden punkt. Woda lała się, dźwięczała jak nerwowy tik. Wyobraziła sobie, że jutro znowu usłyszy: „Kurz”, „Niedosolone”, „Za miękka jesteś” – i coś w niej pękło. Tak dalej być nie mogło. Poczekała, aż Łukasz położy Michała spać, i cicho weszła do salonu. Telewizor brzęczał, mąż się przeciągał. – Łukasz, wszystko przemyślałam – powiedziała spokojnie. – Jutro jadę na trzy dni do przyjaciółki. Muszę pobyć sama. Bez twojej mamy. Bez jej wizyt. Łukasz zdziwił się, aż wyłączył telewizor. – Złościsz się? Znowu przez mamę? – Po prostu nie mogę oddychać, kiedy ona jest w pobliżu – wyszeptała Klara. – Mam wrażenie, że wysysa ze mnie życie. Łukasz popatrzył na nią zdezorientowany. Przywykł do jej cierpliwości, ale nie do tego spokojnego, twardego wyrazu w oczach. – Dobrze – powiedział cicho. – Odpocznij. Może obie trochę przesadziłyście. *** Następnego dnia Agnieszka oczywiście przyszła. Zadzwoniła do drzwi – i niespodzianka – nikt nie otworzył. Poczekała chwilę, a potem sięgnęła po telefon. – Łukasz, czemu nikt nie otwiera? Gdzie Klara? Przywiozłam ciasto.