Ciąg dalszy historii
Wieczorami spacerowała wzdłuż wąskich uliczek, słuchając skrzypiec i śmiechu studentów, i łapała się na tym, że po raz pierwszy od lat po prostu oddycha. Pewnego zimowego poranka w skrzynce na listy znalazła kopertę. Od Piotra. „Przepraszam. Byłem głupi. Olga wyjechała do chłopaka, zostałem sam. Tęsknię. Wróć.” Czytała list kilka razy i poczuła, jak w środku odzywa się wspomnienie — ich pierwsze spacery, nocne rozmowy, marzenia o „wspólnej przyszłości”. Ale to był już tylko sen, który się skończył. Zofia schowała list do koperty i nie odpisała. Następnego ranka poszła na most nad Wełtawą. Usiadła przy barierce, wyjęła notes i zapisała trzy słowa: „Teraz — dla siebie”. Od tej chwili jej świat stopniowo wypełniał się nowym sensem. Nowi ludzie, nowe cele — jakby przestrzeń wreszcie odpowiedziała na szczerość. Rok później wróciła na krótko do Warszawy, by przedłużyć wynajem. Wchodząc do mieszkania, poczuła lekki zapach kawy i uśmiechnęła się mimowolnie. To było już inne powietrze — bez cienia dawnych kłótni, bez bólu. Sąsiadka powiedziała, że Piotra widziano parę razy pod blokiem. Stał chwilę, popatrzył na okna i odszedł. Nie zadzwonił. Tamtej nocy Zofia stała przy oknie, patrząc na spadający, cichy śnieg. Śnieg układał się miękko — jakby przebaczał. Wzięła kubek, nalała świeżej kawy i po raz pierwszy od dawna powiedziała na głos: — Nic nie poszło na marne. I po raz pierwszy naprawdę w to uwierzyła.