Ciąg dalszy historii
Wtedy on przypomniałby sobie o tobie, błyskotliwej Katarzynie Nowak, i znów zaprosił do rady. O to ci chodziło? Zapadła długa cisza. Zegar na ścianie zdawał się przestać tykać. Katarzyna spuściła wzrok. — Wszystko dla ciebie — wyszeptała. — Nie chciałam, żebyś ugrzązł w przeciętności. Chciałam dobrze… — Dla siebie — dokończyła za nią Izabela. — Bo pani nie potrafi kochać bez walki. Nawet syna. Katarzyna gwałtownie wstała. — Nic nie rozumiecie! Ratowałam rodzinę! Antoni podszedł blisko, mówiąc cicho, ale wyraźnie: — Rodzina to nie coś, co się forsuje. To coś, co się buduje. Dziś stawiam granice, mamo. Nie wejdziesz tu więcej bez zaproszenia. Asystent Dubois dostanie wyjaśnienia bezpośrednio ode mnie. Naprawimy to. Ale twoja rola się skończyła. Katarzyna zamarła. Usta jej drżały. — Wyrzucasz własną matkę? — Nie wyrzucam — odpowiedział spokojnie. — Po prostu nie pozwolę ci dalej niszczyć. Izabela stanęła obok niego. Ich palce lekko się dotknęły — subtelnie, ale widocznie. I właśnie ta jedność była dla Katarzyny ostatnim ciosem. Odwróciła się, chwyciła torebkę i bez słowa wyszła. Drzwi zaskrzypiały, zamek kliknął. Przez chwilę stali w milczeniu. W pokoju unosił się zapach perfum Katarzyny, mieszający się z chłodem jesiennego wieczoru. — To już koniec? — spytała cicho Izabela. Antoni objął ją. — Nie. To dopiero początek. Przetrwamy. Bez kłamstw, bez masek. Przytuliła się do niego. Za oknem padał deszcz — teraz brzmiał jak obietnica oczyszczenia. Świat powoli wracał do spokoju. Tego wieczoru Antoni wreszcie zrozumiał, że najtrudniejsze „nie” czasem mówi się nie wrogowi, lecz komuś, kogo kiedyś kochało się najbardziej. Ale właśnie w tym „nie” rodzi się coś nowego — dorosła, nieuległa wierność samym sobie.