Jest to nieco podobne do komfortowego milczenia, jakie zapada między dwójką ludzi, którzy znają się na wylot – nie jest ono puste ani niepełne, lecz kojące i po prostu dobre. Ciało pozwala sobie wtedy szukać przede wszystkim odpoczynku i regeneracji, bez lęku, że w ten sposób zaszkodzi więzi. W psychologii par mówi się nawet o „bezpiecznej niezależności” – zdolności do bycia razem, ale bez ciągłego monitorowania swojej bliskości fizycznej. Osoby w udanych, długoletnich związkach często śpią w pewnym oddaleniu od siebie, nie dlatego, że są na siebie złe, lecz dlatego, że nie potrzebują nieustannie potwierdzać swojej miłości poprzez kontakt ciałem.
Czy spanie plecami do siebie to oznaka zaufania?
Wbrew szeroko rozpowszechnionym mitom i wyobrażeniom czerpanym z romantycznych filmów, wielu specjalistów od zachowań międzyludzkich i psychologów uważa, że ta pozycja jest bardzo częsta wśród silnych, dobrze funkcjonujących par. Wskazuje ona, że każda ze stron czuje się wystarczająco pewnie, by odprężyć się całkowicie, niekiedy wręcz „rozłożyć” na swojej połowie łóżka. Nie ma potrzeby udowadniania swojego przywiązania poprzez wtulanie się przez całą noc. Co więcej, taka postawa może odzwierciedlać zrównoważony związek, w którym każdy partner szanuje przestrzeń osobistą drugiej osoby i jej indywidualne potrzeby związane ze snem (np. preferowaną temperaturę, sztywność materaca, ilość poduszek). Bo kochać – to nie znaczy nieustannie ze sobą łączyć się w jeden organizm, ale także umieć pozwolić drugiemu oddychać swobodnie, również we śnie.