„Wjazd, bramę garażową i furtkę boczną” – powiedziałam.
„To przesada”.
„Twoja córka przyjechała późno w nocy i dokładnie wiedziała, gdzie zamierza spać. Wiedziała też, że nie będziesz jej prowokować. Dlaczego miałabym zakładać, że nie ma już klucza?”
Wzrok Madison zamrugał.
Odwróciłam się do Roberta.
„Zapytaj ją”.
Zawahał się, zanim spojrzał na córkę.
„Madison, masz klucz?”
Odwróciła wzrok.
„Na wypadek nagłego wypadku”.
Zaśmiałam się raz.
„Awaryjny klucz do mojego domu, o którym istnieniu nie wiedziałam”.
Robert zamknął oczy.
Evan mruknął, że dramatyzuję.
„Pakuj się”, powiedziałam mu.
Głos Madison podniósł się.
„Nie wyjeżdżamy”.
Funkcjonariusz Daniels przypomniał jej, że nie ma ustalonego miejsca zamieszkania i że odmowa wyjazdu może stanowić problem z wtargnięciem.
Robert w końcu wziął głęboki oddech.
„Maddie, weź swoje rzeczy”.
Wtedy krzyknęła.
„Zawsze wybierasz wszystkich ponad mnie! Mama umarła, a ty się z nią ożeniłeś. Teraz potrzebuję pomocy, a ty pozwalasz jej mnie upokarzać!”
Robert wzdrygnął się na wzmiankę o zmarłej żonie. Madison dostrzegła poczucie winy na jego twarzy i podeszła bliżej.
„Mama byłaby zniesmaczona”.
W kuchni zrobiło się zimno.
„Nie traktuj matki w ten sposób” – powiedział cicho Robert.
„To zachowuj się jak mój ojciec”.
Przez chwilę spodziewałam się, że jak zwykle przeprosi i podda się.
Zamiast tego spojrzał na jej listę, moje zasady i dokumenty domowe.
„Jestem twoim ojcem” – powiedział. „I zawiodłem cię, sprawiając, że wszystkie problemy zniknęły. Zawiodłem też Laurę zeszłej nocy”.
Madison zamarła.
Potem Evan sięgnął po jedną z walizek.
„Chodź. Musimy wyjść”.
Odwróciła się do niego.
„Nie bądź nagle praktyczny”.
Zniżył głos.
„Zostaliśmy eksmitowani, Madison. Nie mamy żadnych innych planów”.
Robert wpatrywał się w nich.
„Eksmitowani? Mówiłaś mi, że twój właściciel sprzedał budynek”.
Madison rzuciła mężowi wściekłe spojrzenie.
Evan westchnął.
„Zalegaliśmy z czynszem od trzech miesięcy. Powtarzała, że zapłacisz wszystko, jak się tu wprowadzimy”.
Prawda osiadła w pokoju.
„A lista obowiązków?” zapytałam.
Evan wyglądał na zawstydzonego.
„Powiedziała, że jeśli od razu ustalimy zasady, to w końcu je zaakceptujesz”.
Madison klepnęła go w ramię.
Ale szkoda już została wyrządzona.
Robert drżącą ręką podniósł listę.
„Czysta pościel co tydzień. Łazienka sprzątana co wieczór. Ubrania prane ręcznie”.
Spojrzał na mnie ze wstydem.
„Przepraszam”.
Skinęłam głową, ale nie odsunęłam granicy.
„Wyjeżdżają dzisiaj” – powiedziałam. „Wtedy oboje zdecydujemy, czy to małżeństwo nadal jest szczere”.
Madison spojrzała na mnie.
„Rozwiedziesz się z moim ojcem z mojego powodu?”
„Nie. Rozwiodę się z Robertem z jego powodu”.
CZĘŚĆ 3 — JEDEN SPOKÓJ NIE
Pakowanie zajęło dwadzieścia trzy minuty.
Vince wymienił wszystkie zamki, podczas gdy Madison gorączkowo przedzierała się przez pokój gościnny. Evan wyniósł ich walizki na korytarz.
W otwartych drzwiach Madison spróbowała ponownie.
„Tato, nie wiem, dokąd iść”.
Twarz Roberta się skrzywiła.
Zamilkłam. Musiał odpowiedzieć, nie używając mnie ani jako wymówki, ani tarczy.
Po długiej pauzie odezwał się.