W niedzielę powiedziała, że potrzebuje piętnaście tysięcy. Na łazienkę. Bo grzyb, bo Kubuś ma alergię, bo nie mogą tak żyć.
Powiedziałam, że muszę pomyśleć. Że piętnaście tysięcy to dla mnie dużo, bo od śmierci Władka – dwa lata temu, rak płuc, pięć miesięcy od diagnozy do końca – żyję z emerytury po mężu i z tego, co jeszcze dorabiam szyciem firan i przeróbkami. Nie narzekam, starcza, ale piętnaście tysięcy to moje oszczędności na pół roku. Na niespodzianki. Na lekarza, gdyby trzeba było. Na pogrzeb, jeśli przyjdzie pora.
Monika powiedziała, że rozumie. Że nie naciska. A potem dodała:
– Ale jeśli możesz, mamo, to naprawdę jest pilne. Kubuś kaszle każdej nocy.
I wtedy wiedziałam, że dam. Bo Kubuś. Bo kaszle. Bo jestem matką i babcią, i nie umiem nie dać, kiedy moje dziecko mówi, że potrzebuje.
A w poniedziałek Halina w Biedronce powiedziała mi o SUV-ie.
Wróciłam do domu i usiadłam w kuchni z kubkiem herbaty, który stygł, a ja nawet nie piłam. Myślałam. Układałam. Piątek – Monika z Rafałem odbierają nowe auto z salonu. Niedzielę – Monika dzwoni do mnie z płaczem, że nie mają z czego żyć. Że grzyb. Że Kubuś.
Nowe auto. Nie używane, nie po kimś – nowe, z salonu. Ile kosztuje taki SUV? Nie wiem dokładnie, ale wiem, że za sam wkład własny albo pierwszą ratę leasingu można by wyremontować trzy łazienki.
Przez chwilę próbowałam znaleźć wytłumaczenie. Może to służbowe? Może wygrali w loterii? Może ktoś im pożyczył? Każda z tych myśli rozsypywała się, zanim zdążyłam ją dokończyć. Monika powiedziałaby mi o służbowym aucie, bo uwielbia się chwalić. O loterii – tym bardziej. A gdyby ktoś im pożyczył na auto, to dlaczego ja mam pożyczać na łazienkę?
Została jedna możliwość. Monika kłamała. Nie w szczegółach – w samym sednie. Mieli pieniądze. Albo przynajmniej zdolność, żeby wziąć kolejne zobowiązanie. Ale woleli wydać je na samochód, a matkę poprosić o łazienkę. Bo matka da. Bo matka zawsze daje. Bo matka nie sprawdzi.
Nie zadzwoniłam tego dnia. Ani następnego. We wtorek wieczorem Monika napisała SMS-a: “Mamo, przemyślałaś?”. Nie odpisałam.