O 8:00 rano, tuż przed otwarciem banku, powoli weszła mała, około dziesięcioletnia dziewczynka, sierota, niosąc kartę i zmięty, stary notes. Podeszła prosto do lady, żeby zapytać o saldo na karcie, którą zostawił jej jedyny krewny, dziadek, który zmarł trzy miesiące wcześniej. Wszyscy zaczęli się z niej śmiać… aż…
Miała na sobie starą sukienkę z przetartym brzegiem, mocno zniszczone trampki, a jej włosy były po prostu związane, lekko potargane. W dłoniach trzymała kartę bankową i mały, stary notes z zagiętymi rogami i wyraźnie zniszczonym papierem, jakby był pieczołowicie przechowywany przez wiele lat.
Dziewczynka nie poszła do poczekalni. Podeszła prosto do lady, gdzie pracownik sprawdzał dokumenty na początku dnia.
„Chciałabym… sprawdzić saldo na tej karcie”. Jej głos nie był głośny, ale wyraźny i stanowczy. Sprzedawca podniósł wzrok i zlustrował ją od stóp do głów. Na jej twarzy na początku pojawiło się zaskoczenie, szybko zastąpione pogardą.