***
Marina nie mogła spać tej nocy. Leżała wpatrzona w sufit, po którym ślizgał się blask reflektorów ulicznych. Jej myśli krążyły jak roje pszczół.
Gdyby odrzuciła Galinę Siergiejewnę, wywołałaby skandal. Wadim kochał swoją matkę, pomimo jej dominującego stylu życia. Czy na pewno by jej uległ? Wybrał matkę zamiast narzeczonej?
A co, jeśli się zgodzi? Przekaże mieszkanie Wadimowi? Wtedy straci ostatnią rzecz, jaka jej została po babci. A co, jeśli ten związek się nie uda? Co, jeśli Galina Siergiejewna ma rację i za rok się rozwiodą?
Marina wstała o czwartej rano i usiadła na parapecie, obejmując kolana. Miasto na zewnątrz spało. Gdzieś w dole szumiał nocny tramwaj.
Barsik wskoczył jej na kolana, ciężki i ciepły. Głaskała go, czując, jak łzy napływają jej do oczu.
„Babciu” – wyszeptała w ciemność. „Co byś mi powiedziała?”
Ale babci nie było już trzy lata. Marina została sama z tym wyborem.
Rano zadzwoniła do mamy. Mieszkała w innym mieście i rzadko się widywały, ale teraz Marina rozpaczliwie potrzebowała rady.
„Mamo, mam problem” – zaczęła i wyłożyła wszystko: wizytę Galiny Siergiejewny, ultimatum, swoje obawy.
Mama milczała, słuchając. Potem przemówiła stanowczo i wyraźnie:
– Jeśli ktoś żąda poświęcenia, żeby być z tobą, to nie jest miłość, Marinka.
Te słowa uderzyły mnie jak policzek. Ostre. Wyraźne. Poprawne.
„Ale ja kocham Vadima” – szepnęła Marina.
„W takim razie musi udowodnić, że kocha też ciebie. Nie swoją matkę, nie jej lęki. Jego.”
Po rozmowie Marina długo siedziała z telefonem w dłoniach. Coś w niej pękło. Strach ustąpił miejsca determinacji.
Nie odda mieszkania. Nie pozwoli nikomu dyktować swoich warunków. A jeśli Vadim naprawdę ją kocha, zrozumie.
***
Marina umówiła się na spotkanie w małej kawiarni niedaleko biblioteki. Vadim przybył punktualnie, niosąc bukiet białych chryzantem.
„Hej, słoneczko” – pocałował ją w policzek i usiadł naprzeciwko. „Brzmiałaś tak tajemniczo przez telefon. Coś się stało?”
Marina spojrzała na niego – na jego znajomą twarz, na jego uśmiech, na jego ukochane oczy – i zrozumiała, że teraz wszystko zostanie rozstrzygnięte.
– Vadim, musimy porozmawiać. O twojej matce.
Zmarszczył brwi.
— O mamie? Mówiła coś?
„Tak”. Marina wzięła głęboki oddech. „Przyszła do mnie trzy dni temu. Powiedziała, że nie będzie ślubu, dopóki nie przekażę ci mieszkania”.
Wadim zamarł, nie podnosząc nawet filiżanki z kawą do ust.
– Co?
„Powiedziała, że mogę cię zostawić na ulicy. Że nie potrzebuje takiej synowej jak ty”. Głos Mariny drżał, ale kontynuowała. „Mam dwa tygodnie, żeby się nad tym zastanowić”.
„To jakaś pomyłka” – mruknął Vadim. „Mama nie mogła…”
„Mogłam. I powiedziałam tak”. Marina sięgnęła przez stół i przykryła jego dłoń swoją. „Wadim, posłuchaj mnie. Nie zamierzam przerejestrowywać mieszkania. To wspomnienie po mojej babci. To mój dom. A jeśli twoja matka stawia mi ultimatum, nie jestem gotowa żyć pod taką presją przez całe życie”.
Dostrzegła błysk bólu w jego oczach. Złość. Zamieszanie.