W tym momencie zdrada nabrała nowego wymiaru. To już nie było tylko moralne. Stało się strukturalne. Nie tylko oszustwo. Człowiek budujący drugie życie z kradzionych materiałów.
Następnego dnia Claire zobaczyła krążące w mediach społecznościowych zdjęcie z gali charytatywnej w Cannes. Vanessa w białej sukni, z dłonią na zaokrąglonym brzuchu. Grégoire obok niej, z dłonią na jej plecach, uważny, uśmiechnięty, niemal czuły. Podpis opisywał ich jako „promienną parę”. Claire wpatrywała się w zdjęcie przez dwie minuty. Potem wstała i włożyła niebieski garnitur.
W nocy i poszła do biura.
Stworzyła Delmas Studio w wolnej sypialni, z jednym komputerem, dwoma klientami i niezliczonymi nieprzespanymi nocami. Dziewięć lat później zarządzała 14 pracownikami, projektami w trzech miastach i ugruntowaną reputacją w branży luksusowych hoteli. Grégoire nazywał je swoim „małym imperium”, gdy delikatnie się z nią przekomarzał, albo „twoją rzeczą”, gdy chciał ją umniejszyć. W obu przypadkach nigdy tak naprawdę nie przyznał, że te pieniądze opłaciły znaczną część ich życia.
O 10:40 rano jej koleżanka, Inès, wsunęła notatkę obok jej notatnika w trakcie spotkania.
„Jakaś kobieta chce się z tobą widzieć. Mówi, że to pilne. I że jest rodziną”.
Claire wyszła na zewnątrz i zastała Solange siedzącą w fotelu w holu, otoczoną próbkami tkanin i magazynami o designie, niczym obrażona królowa, która wpadła w świat, który uważała za zbyt nowoczesny.
„Nie tutaj” – powiedziała Claire.
„Nie dałeś mi wyboru”.
„Widzę kilka”.
Solange wstała.
„Odcięłaś mnie od zakupów spożywczych, leków i podstawowych wydatków”.
„Zakończyłam program wsparcia wolontariackiego”.
„Dostałam dziś rano rachunek za prąd”.
„Więc Grégoire się tym zajmie”.
„Grégoire jest w Cannes”.
„To nie mój problem”.
Solange zarumieniła się.
„Karcisz mnie za jego cudzołóstwo”.
„Nie. Nie będę dalej finansować konsekwencji jego wyborów”.
Młody architekt z zespołu dyskretnie zniknął w bibliotece materiałów. Claire zrozumiała. Takie sceny ciągną się w biurach miesiącami.
„Zawsze cię broniłam” – powiedziała Solange.
Claire wpatrywała się w nią.
„Kogo bronić?”
Pytanie ją zaniepokoiło. Solange otworzyła usta, a potem je zamknęła. Bo wszystko było w niej. Broniła jej przed ludźmi, którzy już rozmawiali o niej jak o temacie lunchu. Przyjaciółkami z kręgu towarzyskiego, sąsiadkami, współpracowniczkami – kobietami, które są bardzo życzliwe, dopóki skandal nie rozleje się na ich własne białe obrusy.
„Nie pozwolę, żeby robiono ze mnie widowisko” – wyszeptała Solange.
„Przyszedłeś do mojego biura”.