CZĘŚĆ 2
X
Lekarz spojrzał najpierw na Ethana, a potem na mnie.
Cisza była tak niezręczna, że nawet ona zdawała się rozumieć, że właśnie nieświadomie weszła w coś zbyt prywatnego.
„Czy chcesz, żebym kontynuował?” zapytał łagodnie.
—Tak —odpowiedziałem natychmiast.
Ethan pozostał przy drzwiach.
Nie dałem mu pozwolenia na wejście.
Ale nie miałam siły, żeby wszczynać kłótnię, kiedy serce naszego syna wciąż biło z głośników.
Lekarz przesunął przetwornik.
—Dziecko rośnie idealnie. Szesnaście tygodni i trzy dni. Tętno jest bardzo dobre.
Ethan zamknął oczy.
Szesnaście tygodni.
On wykonał obliczenia.
Widziałem jak to robił.
Każdy mięsień jego twarzy się napiął.
Nie było miejsca na wątpliwości.
Dziecko zostało poczęte, gdy byliśmy jeszcze małżeństwem.
Kiedy jeszcze spaliśmy pod tym samym dachem.
Kiedy jeszcze używał swojego nazwiska.
„Chcesz poznać płeć?” zapytał lekarz.
-Ja robię.
Ethan przemówił w tym samym czasie.
-Również.
Spojrzałem na niego.
—Nie musisz…
—Claire.
Sposób w jaki wymówił moje imię uciszył mnie.
To nie był rozkaz.
To było niemalże błaganie.
Lekarz uśmiechnął się, patrząc na monitor.
—On jest dzieckiem.
Poczułem, jak powietrze opuszcza moje płuca.
Dziecko.
Mój syn.
Starałem się nie wyobrażać sobie za wiele.
Nie chciałam zakochać się w imionach, pokojach ani przyszłości, które wciąż mogłyby mnie przerażać.
Jednak po usłyszeniu tych słów poczułem, jak ciepłe uczucie mnie ogarnia.
Podniosłem rękę do ust.
—Dziecko…
Lekarz wydrukował kilka zdjęć.
Wycierając żel z brzucha, zauważyłam, że Ethan nadal się nie porusza.
Jego oczy były wpatrzone w ekran.
Wyglądał jak człowiek, który właśnie dokonał odkrycia czegoś wspaniałego i strasznego zarazem.
—Gratulacje—rzekł lekarz.
Wymamrotałem podziękowanie.
Ethan nic nie powiedział.
Wyszliśmy na korytarz.
Gdy tylko drzwi się zamknęły, spróbowałem wyjść.
Zablokował mi drogę.
—Musimy porozmawiać.
-NIE.
—Claire.
—Muszę wrócić do pracy.
—Zrezygnowałeś.
Zatrzymałem się.
Spojrzałem na niego powoli.
—Skąd to wiesz?
Ethan zbyt długo zwlekał z odpowiedzią.
—Powiedzieli mi.
-Kto?
—Zasoby ludzkie.
Wybuchnąłem suchym śmiechem.
—Oczywiście. Bo nawet po naszym rozwodzie ludzie nadal o mnie pytają.
—To nie tak.
—To wyjaśnij mi, skąd wiedziałeś, że zrezygnowałem.
—Ponieważ zapytałem.
Odpowiedź mnie zaskoczyła.
—Pytałeś?
-Tak.
-Gdy?
Jego milczenie znów przemówiło za niego.
Poczułem dreszcz.
—Ethan.
—Dzień po twoim wyjeździe.
Spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
-Następnego dnia?
-Tak.
—Ale nigdy do mnie nie zadzwoniłeś.
—Zmieniłeś swój numer.
—Mógłeś przyjść.
Jego szczęka stwardniała.
—Nie wiedziałem, gdzie jesteś.
—Mógłeś się dowiedzieć.
-Zrobiłem to.
Zostałem nieruchomo.
-To?
—Sprawdziłem twój nowy adres.
W mojej piersi zaczęła narastać wściekłość.
—A co zrobiłeś, kiedy ją znalazłeś?
Ethan spuścił wzrok.
-Nic.
To bolało bardziej niż powinno.
-Dokładnie.
Przeszedłem obok niego.
—Claire, zaczekaj.
-NIE.
—Muszę wiedzieć, dlaczego ukrywałaś fakt, że jesteś w ciąży.
Odwróciłam się tak szybko, że prawie straciłam równowagę.
—Naprawdę chcesz wiedzieć?
-Tak.
—Ponieważ nie chciałam, żebyś myślał, że wykorzystuję dziecko, żeby cię zatrzymać.
Ethan zbladł.
Kontynuowałem.
—Bo to ty poprosiłaś mnie o rozwód.Bo przez trzy lata mieszkałam z mężczyzną, który kochał kogoś innego.Bo nawet w te dwie noce, kiedy zdawałaś się mnie pożądać, wypowiedziałaś jego imię.
Twarz Ethana uległa zmianie.
—Jakie imię?
Śmiałem się, ale moje oczy napełniły się łzami.
—Nie rób tego.
—Jakie imię powiedziałeś, że powiedziałem?
—Olivia.
Było tak, jakby go właśnie uderzył.
Ethan cofnął się o pół kroku.
A potem wydarzyło się coś, czego nigdy bym sobie nie wyobraziła.
Podniósł dłoń do twarzy.
-Bóg.
—Nie ma potrzeby udawać.
—Claire, Olivia, nie…
Zadzwonił jej telefon.
Spojrzał na ekran.
Nie odpowiedział.
Zadzwonił ponownie.
Ponownie.
I trzeci.
W końcu odpowiedział.
-Co się dzieje?
Słuchał przez kilka sekund.
Jego wyraz twarzy stał się ponury.
—Idę tam.
Rozłączył się.
Skrzyżowałem ramiona.
—Idź. Pewnie masz ważniejsze rzeczy do roboty.
—Claire…
—Zawsze je miałaś.
Przeszedłem obok niego.
Tym razem nie próbował mnie zatrzymać.
Tego popołudnia dotarłem do mieszkania prawie o zmroku.
Był to stary, czerwony, ceglany budynek w spokojnej okolicy północnego Chicago.
Nic nie przypominało rezydencji, w której mieszkała z Ethanem.
Ale to było moje.
Po raz pierwszy mogłam postawić filiżankę na stole, nie zastanawiając się, czy nie zaburzam idealnego porządku w domu, którego nigdy nie uważałam za swój.
Otworzyłem drzwi.
Zdjąłem buty.
A potem zamarłem.
Przed moim mieszkaniem stało pudełko.
Brak adresu zwrotnego.
W środku znalazłam witaminy dla kobiet w ciąży, niebieski kocyk dla dziecka i małą kopertę.
Moje serce zaczęło bić mocniej.
Otworzyłem kartę.
Było tylko jedno zdanie.
„Dla naszego syna.”
Nie zostało podpisane.
To nie było konieczne.
Podniosłem słuchawkę telefonu.
Nie miałam numeru Ethana.
Usunąłem to.
Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
Myślałem, że to będzie on.
Nie było.
Była kobietą.
Wyglądała na jakieś sześćdziesiąt lat. Elegancka, szczupła, z idealnie ułożonymi srebrnymi włosami.
Rozpoznałem ją natychmiast.
Małgorzata Walker.
Matka Ethana.
Przez trzy lata naszego małżeństwa ta kobieta prawie do mnie nie mówiła, poza koniecznymi słowami.
—Claire.
Jego wzrok powędrował na mój brzuch.
— Więc to prawda.
Zrobiłem się spięty.
Czy Ethan ci powiedział?
-NIE.
—Skąd więc wiesz?
—Liam do mnie zadzwonił.
Asystent.
Doskonały.
W niecałe osiem godzin moja ciąża stała się informacją korporacyjną.
—Nie sądzę, żeby to była twoja sprawa.
Margaret patrzyła na mnie przez kilka sekund.
Potem zrobił coś nieoczekiwanego.
-Masz rację.
Zaniemówiłem.
—Ale muszę z tobą porozmawiać.
—O Ethanie?
—O Olivii.
Krew mi zamarła.
Margaret nie musiała tego powtarzać.
Odsunąłem się od drzwi.
– Zdarza się.
Usiedliśmy w moim małym salonie.
Rozejrzała się po mieszkaniu i prawie nie zmarszczyła brwi.
Czy Ethan wie, że tu mieszkasz?
—Najwyraźniej tak.
—Ten idiota.
Nie mogłem się powstrzymać od patrzenia na nią.
Margaret westchnęła.
—Wiem, że nigdy nie mieliśmy bliskich relacji.
— Ładnie to ująłeś.
-Prawdopodobnie.
Po raz pierwszy dostrzegłem zmęczenie na jego twarzy.
—Ale są rzeczy, o których Ethan powinien ci powiedzieć lata temu.
Moja klatka piersiowa się zacisnęła.
—Czy Olivia jest jedną z nich?
Margaret skinęła głową.
—Olivia nie była jego kochanką.
Nie odpowiedziałem.
—Była jego siostrą.
Poczułem, jak świat się przechyla.
—Twoja… siostra?
—Jej młodsza siostra.
Spojrzałem na nią.
—Ethan nie ma sióstr.
-Miał.
To słowo zmieniło wszystko.
Margaret spojrzała na swoje dłonie.
—Olivia zmarła, gdy miała dziewiętnaście lat.
Nie wiedziałem co powiedzieć.
Przez trzy lata wyobrażałam sobie Olivię jako piękną, nieosiągalną kobietę, wielką, sekretną miłość Ethana.
Nigdy nie myślałem…
-Co się stało?