Sprawdziła rejestr działalności gospodarczej. Domniemana klinika nie istniała. Jednak 18 miesięcy wcześniej powstała firma o niemal tej samej nazwie. Jej kierownikiem była Clara Vasseur.
Élodie stała nieruchomo przed ekranem.
Mathis zaczął cicho jęczeć w swoim przezroczystym łóżeczku. Przytuliła go mocno, po czym z jej ust wyrwał się gorzki śmiech.
Jej siostra nigdy nie poddała się zapłodnieniu in vitro.
Ukradła jej prawie 39 000 euro.
Co gorsza, Monique prawdopodobnie wiedziała.
Następnego ranka na jej telefonie pojawił się nieznany numer. Élodie włączyła nagrywanie przed odebraniem. Prawo zezwalało jej na nagrywanie rozmowy, w której brała udział, aby zachować dowody, gdy czuła się zagrożona.
Głos Monique natychmiast się rozległ.
„Upokorzyłaś nas przed całym piętrem. Clara nie zmrużyła oka zeszłej nocy”.
„Clara założyła fałszywą klinikę”.
Zapadła krótka cisza.
„Jest bezpłodna, Élodie”.
„Jesteś pewna?”
Oddech Monique stał się cięższy.
„Nie chcesz, żeby to wyszło na jaw. Wyobraź sobie, co pomyślą twoi przełożeni, kiedy dowiedzą się, że porzuciłaś siostrę w tak trudnej sytuacji. Wyobraź sobie, co by było, gdybym im powiedziała, że po porodzie wpadłaś w paranoję”.
Élodie spojrzała na śpiącego syna.
„Czy grozisz, że złożysz fałszywy donos do mojego dowództwa, jeśli nie wydam Mathisa Clarze?”
„Po prostu radzę ci, żebyś była mądra”.
„Po prostu to powiedz”.
„W co ty grasz?”
„Chcę zrozumieć, o co mnie pytasz”.
Arogancja Monique w końcu wzięła górę nad jej ostrożnością.
„Podpisz delegację uprawnień”.
Urlop rodzicielski albo zniszczę ci karierę. Clara wychowa to dziecko. Niezależnie od tego, czy będziesz współpracować, czy nie, stracisz ją.
Élodie zamknęła oczy.
W końcu dali jej brakujący element układanki.
Monique i Clara wróciły na oddział położniczy tego samego popołudnia w towarzystwie paryskiego prawnika, którego pozew wyglądał na droższy niż kilka rzekomych zabiegów medycznych.
Clara weszła pierwsza. Miała na sobie bladoróżową sukienkę i ściskała torbę pełną ubranek dla noworodków. Przyniosła nawet czapeczkę z wyhaftowanym imieniem Mathis.
Jakby już planowała wyjazd z nim.
Monique poszła za nią, z teczką pod pachą. Prawnik zatrzymał się u stóp łóżka.
„Kapitanie Vasseur, mamy nadzieję, że uda nam się rozwiązać tę sytuację prywatnie i polubownie”.
Élodie siedziała, Mathis leżał obok niej w łóżeczku.
„Nie jesteś tu po to, żeby cokolwiek rozwiązywać”.
Clara przewróciła oczami.
„Przestań z tym tonem sali sądowej. Jesteśmy twoją rodziną”.
Otworzyły się wewnętrzne drzwi.
Do pokoju wszedł komendant Delmas w towarzystwie radcy prawnego szpitala. Dwóch umundurowanych policjantów czekało przy wejściu.
Clara zbladła.
„Co to jest?”
Élodie skinęła na Delmasa.
Położył kilka dokumentów na tablecie.
„Klinika, z której pochodzą te faktury, nie istnieje. Wspomniany lekarz nie jest nigdzie zarejestrowany. Przelewy dokonane przez kapitana Vasseura wpłynęły na konto firmowe należące do firmy założonej przez panią Clarę Vasseur”.
Prawnik powoli odwrócił się w stronę swojej klientki.
„Zapewnił mnie pan, że zabiegi były prawdziwe”.
„Były”, wyjąkała Clara. „No… część z nich. To było skomplikowane”.
Delmas dodał kopię wyciągu z rejestru handlowego.
„Zdjęcia przesłane jako dowód wizyt lekarskich zostały zrobione w różnych gabinetach. Jedno z nich pochodziło nawet ze strony internetowej belgijskiego ośrodka zdrowia”.
Monique otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
„Mamy też nagranie” – kontynuował Delmas – „na którym pani Monique Vasseur grozi władzom ujawnieniem fałszywych informacji w celu uzyskania podpisu upoważnienia do opieki rodzicielskiej”.
Prawnik cofnął się o krok.