Javier szybko podjął kolejny krok. Trzy dni później miał już na biurku wyniki testu DNA.
Diego Morales – Dopasowanie: 99,9%.
Był synem Eleny. Jej synem.
Ale pytania, które pojawiły się później, były niemal nie do zniesienia.
Dlaczego Elena nigdy mu nie powiedziała, że jest w ciąży?
Dlaczego odeszła zamiast wrócić do domu?
Javier zadzwonił do Andrésa Beltrána, emerytowanego inspektora, który kiedyś zajmował się sprawą zaginięcia Eleny. Beltrán początkowo był sceptyczny; dla niego to już przeszłość. Ale kiedy Javier pokazał mu wyniki DNA, stary oficer zamilkł i zgodził się ponownie przejrzeć akta.
Krok po kroku odkrywali fragmenty ukrytego życia.
Stare dokumenty wskazywały, że osiem lat wcześniej kobieta o imieniu María Morales zgłosiła się do schroniska dla kobiet w Walencji z noworodkiem. Później w raporcie medycznym wspomniano o tej samej kobiecie w małej klinice w Sewilli… a potem nic. Zniknęła ponownie.
Im głębiej Beltrán zgłębiał, tym mroczniejsza stawała się prawda.
Elena nie odeszła, bo chciała porzucić Javiera. Uciekała.
A powód miał imię: Rodrigo Sáenz.
Elena wspomniała o nim tylko raz: o agresywnym byłym chłopaku, którego zostawiła przed poznaniem Javiera. Javier nie wiedział, że Rodrigo wyszedł z więzienia kilka miesięcy przed zniknięciem Eleny. Dokumenty sądowe wykazały, że próbowała…
Złożył skargę i wnioskował o nakaz sądowy, ale z powodu błędu administracyjnego wniosek nigdy nie został zrealizowany.
Teoria Beltrána zmroziła Javiera do szpiku kości: Rodrigo ją znalazł, groził jej i zmusił do ucieczki, by chronić dziecko, które nosiła.
Tej nocy Javier siedział sam w swoim biurze, wpatrując się w raport DNA i stare zdjęcie ślubne, położone obok siebie. Przez lata obwiniał siebie, przekonany, że Elena go porzuciła. Teraz zaczynał rozumieć, że poświęciła wszystko dla ich dziecka.
Dla ich dziecka.
Dla ich dziecka.
Wtedy zadzwonił telefon, a dźwięk zaparł mu dech w piersiach.
Kobieta aresztowana w Bilbao za drobną kradzież miała odciski palców pasujące do akt zaginionej Eleny Morales Cárdenas.
Javier nie wahał się. Kupił pierwszy bilet kolejowy.
W areszcie unosił się zapach środków dezynfekujących i wyczerpania. Javier czuł, jak serce wali mu jak młotem, idąc za funkcjonariuszem wąskim korytarzem do małej sali widzeń, oddzielonej szklaną ścianką.
Po drugiej stronie szyby, na metalowym krześle, siedziała bardzo szczupła kobieta o bladej cerze i krótkich, niemal bezbarwnych włosach. Jej twarz była naznaczona latami i czymś twardszym niż czas. Ale jej oczy, te niepowtarzalne piwne oczy, pozostały takie same.
Gardło Javiera się ścisnęło.
„Elena…”