Wieczorem, kiedy Antoine wrócił do domu z butelką szampana za 68 euro, Camille zrozumiała, że nie przyszedł świętować z nią awansu, ale powiedzieć jej, że już jej nie szanuje.
Reklamy
Postawił butelkę na blacie w ich mieszkaniu w Croix-Rousse, zdjął nową marynarkę i spojrzał na nią tak, jak patrzy się na wydatek, który w końcu postanowiono wyeliminować. W kuchni rumienił się gratin dauphinois. Camille wracała ze szkoły i wciąż miała korepetycje o 20:30. Antoine natomiast uśmiechał się od czasu, gdy został mianowany zastępcą dyrektora sprzedaży w Part-Dieu.
„Od dziś nie będę już finansował spekulantów”.
Reklamy
Camille stała nieruchomo, trzymając w dłoni rękawicę kuchenną.
„Słucham?”
Reklamy
„Dobrze słyszałeś. Dostałem awans. Moja pensja rośnie”. I właśnie dlatego chcę, żeby między nami wszystko było jasne. Każdy z nas ma swoje własne pieniądze, swoje wydatki. Dzielimy się wszystkim po równo.
Wymówił „50/50”, jakby właśnie wynalazł sprawiedliwość.
Camille powoli postawiła talerz na stole.
„Po sześciu latach małżeństwa uważasz mnie za darmozjada?”
Antoine poluzował krawat, już zirytowany, że skupia się na słowie, a nie na jego błyskotliwym rozumowaniu.
„Nie rób z tego wielkiej sprawy. Mówię tylko, że nie chcę już czuć, że dźwigam wszystko na swoich barkach. Moja mama też uważa, że to zdrowsze. Ty masz swoją nauczycielską pensję, ja swoją. Każdy z nas płaci połowę raty kredytu, rachunków, zakupów spożywczych, wakacji. W ten sposób nikt nie jest od nikogo zależny”.
Imię jego matki wyjaśniało wszystko. Dwa dni wcześniej Hélène jadła u nich lunch. Chwaliła syna przez 40 minut, a potem zapytała Camille z tym uprzejmym uśmiechem, który bardziej przypominał policzek:
Reklamy
„A ty, planujesz zostać nauczycielką do końca życia?”
Antoine się roześmiał. Camille też, żeby nie rozpętać burzy.
Tego wieczoru się nie śmiała. Przyglądała się mężowi, jego spinkom do mankietów, prezentowi od Hélène, jego wypolerowanym butom, nowo odkrytej pewności siebie. Spodziewał się łez, krzyków, a może nawet tego, że będzie go błagać, żeby to przemyślał. Przygotował argumenty. Nie przygotował opanowania.
„Dobrze” – powiedziała.
Antoine zamrugał.
„Dobrze?”
„Osobne konta. Osobne wydatki. Pół na pół. Tego chcesz”.
Jej twarz natychmiast się rozluźniła.
„Zobaczysz, będzie czyściej”.
Camille patrzyła na niego o sekundę za długo.
„Tak. Sprzątaczka.”
Antoine nie wiedział, że Camille znała ich finanse co do grosza. Zarządzała wypłatami, ubezpieczeniami, naprawami i prezentami dla rodziny. Przez ostatnie cztery lata udzielała również korepetycji uczniom szkół średnich z zamożnych rodzin w Lyonie, Écully i Tassin-la-Demi-Lune. Egzaminy maturalne, podania na studia, rozmowy kwalifikacyjne do szkół biznesu: jej grafik był wypełniony po brzegi pięć wieczorów w tygodniu.
Nie chwaliła się tym. Pieniądze trafiały na ich wspólne konto i znikały w ich wspólnym życiu.