Potem głos Maddie przeciął salę.
„Ktoś czuje się dziś wieczorem pewnie”.
„I oto jest”.
Kilka uczniów się roześmiało.
Eliza przestała śpiewać.
Podkład muzyczny brzmiał dalej.
Jej uśmiech zniknął.
Jej ręka uniosła się w stronę znamienia.
Wstałem.
Panna Cole złapała mnie za ramię.
Jej uśmiech zniknął.
„Courtney”.
„Obiecałam jej ufać”. Nie obiecałem, że będę tu siedział, podczas gdy ją poniżają.
„Spójrz na nią.”
„Jestem.”
„Nie. Patrz, na kogo ona patrzy.
Moja córka nie patrzyła na Maddie.
„Patrz, na kogo ona patrzy”.
Wpatrywała się we mnie.
Zamarłem.
Za kulisami kazała mi obiecać.
„Czasami potrzebuję, żebyś mi zaufała, zanim zaczniesz mnie chronić”.
Chwyciłem krzesło przede mną i usiadłem z powrotem.
Wpatrywała się we mnie.
Potem Elliot wstał.
Wszedł na scenę, wziął zapasowy mikrofon i zwrócił się w stronę pierwszego rzędu.
„Maddie?”
Poruszyła się na krześle. „Co?”
„Powiedz to jeszcze raz”.
Jej uśmiech zniknął. „Co powiedzieć?”
„Maddie?”
„Żart”.
Maddie zaśmiała się nerwowo. „Serio?”
„Chciałeś, żeby wszyscy to usłyszeli wcześniej”.
Jej przyjaciele przestali się uśmiechać.
„Żartowałem, Elliot. Jezu.”
Elliot skinął głową. „O czym?”
„Poważnie?”
Maddie mrugnęła.
„Co było zabawne, Maddie?”
W pokoju zapadła cisza.
Skrzyżowała ramiona. „Nie musisz tego w coś udawać”.
„Nie przerwałam jej piosenki”.
Jej twarz poczerwieniała.
„Nie musisz tego w coś udawać”.
„To był żart” – powtórzyła.
„To wyjaśnij”.
Maddie spojrzała na przyjaciółki.
Żadne z nich nie pomogło.
W końcu mruknęła: „Zapomnij o tym”.
Elliot zwrócił się do Elizy: bez słowa, bez ratunku, tylko: „Przepraszam, Eliza”.
„To wyjaśnij”.
Jej dłoń wciąż zakrywała policzek.
„W porządku”.
„Nie” – powiedział. „Ale jeszcze nie skończyłaś”.
Odsunął się.
Oddał jej scenę.
Eliza na chwilę stanęła w bezruchu.
Potem opuściła rękę.
Kosmos włosów opadł jej na policzek. Założyła go za ucho.
„Ale jeszcze nie skończyłaś.”
„Właściwie, Maddie?”
Maddie podniosła wzrok.
Eliza przełknęła ślinę.
„Masz rację w jednej sprawie.”
W sali zapadła cisza.
„Czuję się dziś wieczorem pewna siebie.”
„Czuję się dziś wieczorem pewna siebie.”
Potem zwróciła się w stronę kabiny dźwiękowej.
„Czy możemy zacząć od nowa?”
Głos zawołał w odpowiedzi: „Od miejsca, w którym skończyłaś?”
Eliza pokręciła głową.
„Od początku.”
Początkowe akordy zaczęły grać od nowa.
„Czy możemy zacząć od nowa?”
Jej pierwsza nuta zadrżała.
Druga nie.
W refrenie była silniejsza niż wcześniej.
W połowie zauważyła, że płaczę.
Przewróciła oczami, śpiewając.
Zaśmiałem się i otarłem twarz.
Była silniejsza niż wcześniej.
Wtedy Eliza doszła do ostatniej nuty.
Na pół sekundy w sali zapadła cisza.
Potem oklaski szybko się rozprzestrzeniły. Uczniowie wstali. Rodzice poszli za nimi. Elliot klaskał z boku sceny.
Nawet jedna z dziewczynek, która śmiała się obok Maddie, powoli wstała, unikając jej wzroku.
Wtedy zobaczyłem pana Waltera zbliżającego się do pierwszego rzędu.
W sali zapadła cisza.
Dyrektor pochylił się obok Maddie i cicho przemówił.
Jej twarz się zmieniła.
Maddie rozejrzała się, jakby ktoś mógł ją uratować.
Nikt tego nie zrobił.
Kilka sekund później ona i dwie dziewczyny obok niej poszły za panem Walterem do drzwi: żadnego wykładu, żadnego widowiska, tylko konsekwencje.
Ruszałem w stronę przejścia.
Dyrektorka pochyliła się obok Maddie.
Po czym się zatrzymała.
Panna Cole spojrzała na mnie.
„Nie idziesz za kulisy?”
„Idę”.
Obserwowałam Elizę znikającą za kurtyną.
„Tylko że nie zdąży sama opuścić sceny”.
„Nie idziesz za kulisy?”
***
Za kulisami znalazłam ją obok stosu złożonych zasłon.
Jej ręce wciąż się trzęsły.
Otworzyłam ramiona, a potem się zatrzymałam.
„Mogę?”
Wpadła prosto w nie.
„Tak”.
Mocno ją objęłam.
Jej ręce wciąż się trzęsły.
„Wystraszyłaś mnie na dziesięć lat”.
„To ja byłam na scenie”.
„Wiem”.
Zaśmiała się, ale jej oczy były wilgotne.