Oczy Juliana były takie same jak Sofii.
Dziewczyna z rozbitymi butami miała spojrzenie Salvatierry.
Alejandro wziął klucze i wyszedł, nikomu nie mówiąc.
W szpitalu znalazł ją w łóżku numer 318. Mariana była tak chuda, że prześcieradło zdawało się ważyć więcej niż ona. Sofia spała na krześle, w nowych butach, ściskając pudełko jak skarb.
Mariana rozpłakała się na jego widok.
„Myślałam, że nie przyjdziesz”.
Alejandro spojrzał na dziewczynkę.
„Czy ona wie?”
„Nie. Myśli, że jej ojciec zmarł, zanim ją poznał. Myśli, że nie ma rodziny”.
„Dlaczego mnie teraz szukałeś?”
Mariana zamknęła oczy z bólu.
„Bo umieram. I wczoraj w mojej okolicy pojawiła się kobieta, która powiedziała, że przysłał ją Don Ernesto”.
Alejandro zacisnął szczękę.
„Mój ojciec?”
„Powiedział, że jeśli umrę, Sofia trafi do szkoły z internatem daleko od Meksyku. Że nikt nie powinien wiedzieć, że Julián ma córkę. Że nigdy jej nie zaakceptujesz”.
Sofia poruszyła się na krześle, ledwo się budząc.
„Mamo… czy ten miły pan przyszedł po moje buty?”
Alejandro nie mógł odpowiedzieć.
Mariana mocno ścisnęła jego dłoń.
„Nie przyszłam tu prosić o jałmużnę, Alejandro. Przyszłam tu prosić, żebyś nie pozwolił swojej rodzinie wymazać mojej córki, tak jak wymazali Juliana”.
W tym momencie drzwi się otworzyły.
Elegancka kobieta o srebrnych włosach i ciemnych okularach weszła bez pukania.
To była Rebeca Salvatierra, matka Alejandra.
Spojrzała na Sofię, potem na Marianę, a w końcu na syna.
„Dobrze, że jesteś” – powiedziała chłodno. „W ten sposób możemy wyjaśnić tę pomyłkę, zanim stanie się skandalem”.
I położyła na łóżku kopertę z dokumentami dotyczącymi rezygnacji, opieki nad dzieckiem i zachowania poufności.
CZĘŚĆ 3
Alejandro spojrzał na kopertę jak na węża.
Sofía siedziała zupełnie nieruchomo na krześle. Nie rozumiała słów, ale rozumiała ton. Biedne dzieci uczą się bardzo wcześnie, kiedy dorośli przychodzą z pomocą, a kiedy z czymś zabierają.
Rebeca Salvatierra zdjęła okulary z okrutnym spokojem.
„Nie rób scen, Alejandro. Twój ojciec już rozmawiał z prawnikami. Dziewczynie będzie lepiej w dyskretnej placówce. Mariana podpisze dokumenty i otrzyma zasiłek pogrzebowy”.
Mariana próbowała usiąść, ale kaszel sprawił, że zgięła się wpół.
„Moja córka nie jest pomyłką”.
„Twoja córka jest komplikacją” – odpowiedziała Rebeca.
Sofía spuściła wzrok na swoje nowe buty.
Alejandro wstydził się swojego nazwiska.
Przez lata słuchał tej kobiety. Wierzył, że rodzina Salvatierra jest twarda, bo musi być silna. Akceptował milczenie, wyrzucenia i oficjalne wersje, bo łatwiej było odwracać wzrok.
Ale ta mała dziewczynka była tam, jej małe stópki w nowych butach, słuchała, jak mówią o niej, jakby była śmieciem.
„Wynoś się z pokoju” – powiedział Alejandro.
Rebeca mrugnęła.