Głos Marielle stał się zimny. „Mój brat kieruje Carter Legacy”.
Damian spojrzał na nią. „Grant?”
„Tak”.
Zaklął pod nosem.
„Co?” zapytała Marielle.
Damian potarł twarz obiema dłońmi. „Grant tam był”.
Marielle zamarła. „Przy ognisku?”
Damian powoli skinął głową.
„To niemożliwe. Powiedział mi, że jest w Bostonie”.
„Był w budynku. Widziałam go w pobliżu korytarza służbowego, zanim dym się rozprzestrzenił. Kłócił się z twoim ojcem”.
Marielle wstała tak szybko, że krzesło się odsunęło. „Dlaczego Grant miałby podpalić?”
„Nie powiedziałam, że to on podpalił”.
„Ale myślisz, że wie, kto to zrobił”.
Damian spojrzał jej w oczy. „Myślę, że wasza rodzina zabija się dla pieniędzy dłużej, niż chcesz uwierzyć”.
Sophia pojawiła się w korytarzu w trampkach w gwiazdki i swetrze o dwa rozmiary za dużym. „Tato, panna Evelyn zrobiła makaron”.
Twarz Damiana natychmiast złagodniała. „Dobrze, kochanie. Jedz”.
„Zwariowałaś?”
„Nie”.
„Wyglądasz na złą”.
„Myślę intensywnie”.
Sophia podeszła do Marielle i wyciągnęła maleńką stopę. „Patrz. Gwiazdy”.
Marielle przykucnęła. „Są idealne”.
„Czy mogę je zatrzymać, jeśli tata się zgodzi?”
Marielle spojrzała na Damiana.
Damian wyglądał, jakby pytanie sprawiło mu fizyczny ból. W końcu skinął głową. „Tak, ptaszku. Możesz je zatrzymać”.
Sophia uśmiechnęła się i pobiegła z powrotem do kuchni.
Przez kilka sekund żadne z dorosłych się nie odzywało.
Potem Marielle powiedziała: „Oddaję was oboje pod opiekę”.
Damian pokręcił głową. „Nie”.
„Ktoś powiązany z moją rodziną groził twojemu dziecku”.
„A ktoś powiązany z twoją rodziną może kontrolować twoją ochronę”.
To była prawda i oboje o tym wiedzieli.
Marielle zwróciła się do Daniela. „Żadnych aktywów z Carter Legacy. Żadnej wspólnej ochrony. Tylko nasz wewnętrzny zespół. Zmieńcie pojazdy. Sprawdźcie wszystkie akta dotyczące Victora Hale’a, Granta Cartera i pożaru. Chcę zapieczętowane akta ubezpieczeniowe, raport policyjny, pozwolenia na budowę i zeznania wszystkich świadków, którzy zniknęli”.
Daniel skinął głową. „Już się zaczęło”.
Damian zmarszczył brwi. „Ufasz mu?”
„Z całym szacunkiem dla mojego życia”.
Daniel nie zareagował, ale jego spojrzenie złagodniało na pół sekundy.
Tej nocy Damian początkowo odmówił pokoju gościnnego. Powiedział, że będzie spał na kanapie obok Sophii. Marielle nie protestowała. Evelyn przyniosła koce, ciepłe mleko dla Sophii i apteczkę na pęcherze na stopach dziecka.
Kiedy Sophia zasnęła, nadal miała trampki w gwiazdki obok kanapy, opierając na nich jedną rękę.
Damian siedział w ciemności, obserwując odbicie w oknie. Marielle stała po drugiej stronie pokoju z założonymi rękami.
„Zasługuje na coś lepszego niż bieganie” – powiedziała Marielle.
„Wiem”.
„Zasługuje na szkołę. Sypialnię. Buty, które będą pasować”.
Zacisnął szczękę. „Myślisz, że tego nie wiem?”
„Myślę, że tak długo walczyłaś o przetrwanie, że zapomniałaś, że przetrwanie to nie to samo, co życie”.
Spojrzał na Sophię. „Wszystko, co robiłem, robiłem dla niej”.
„Wierzę ci”.
Ta odpowiedź rozbroiła go bardziej niż argument.
Znów spojrzał na Marielle. „Jej matka zmarła, kiedy miała dwa lata. Rak. Żadne ubezpieczenie warte cholerstwa. W dzień dowoziłem jedzenie, a w nocy pracowałem przy utrzymaniu budynku. Za każdym razem, gdy mój stan się ustabilizował, ktoś się pojawiał. Samochód na zewnątrz. Mężczyzna zadający pytania. Ostrzeżenie. Więc się przeprowadziliśmy”.
Głos Marielle złagodniał. „Powinnaś była do mnie przyjść”.
Zaśmiał się bez humoru. „Do córki mężczyzny, który groził mojej rodzinie?”
Nie mogła się z tym obronić.
„Nie” – powiedziała. „Chyba nie”.
Następnego ranka dotarł pierwszy akt.