— Nie — powiedziała Claire, zaskakująco stanowczo. — Nie wtedy, gdy nikt nie powinien był państwa wypraszać.
Pokazała im apaszki.
Jedną kremową z delikatnym haftem.
Drugą granatową.
Trzecią w kolorze starego różu.
Starsza kobieta dotknęła tej ostatniej palcami.
— Moja matka miała kiedyś podobny kolor chusty — powiedziała cicho.
— W takim razie to dobry kolor — odparła Claire.
Starszy mężczyzna spojrzał na nią uważniej.
— Pani zawsze tak rozmawia z ludźmi?
Claire zawahała się.
— Jak?
— Jakby pani nie sprawdzała najpierw, czy warto.
To pytanie trafiło ją mocniej, niż się spodziewała.
Przez chwilę przed oczami stanęła jej matka, która przez lata pracowała jako pielęgniarka nocna w szpitalu na Bródnie.
Kobieta, która mówiła:
„Claire, człowieka poznaje się po tym, jak traktuje tych, od których niczego nie potrzebuje”.
— Moja mama nauczyła mnie, że uprzejmość nie jest nagrodą za stan konta — powiedziała.
Starsza kobieta spuściła wzrok.
Jakby te słowa dotknęły czegoś głęboko ukrytego.
Kupili apaszkę.
Nie najdroższą.
Tę w kolorze starego różu.
Claire zapakowała ją starannie w papier, przewiązała wstążką i dołączyła małą kartkę z pielęgnacją tkaniny.
Bianca obserwowała to wszystko z daleka.
Jej twarz mówiła wyraźnie: jeszcze tego pożałujesz.
Kiedy starsza para wychodziła, mężczyzna zatrzymał się przy Claire.
— Jak ma pani na nazwisko?
— Bennett. Claire Bennett.
— Dobrze — powiedział tylko.
I wyszli.
Dopiero wtedy Bianca podeszła do niej, klaszcząc powoli.
— Piękne przedstawienie.
Claire zaczęła układać apaszki.
— To nie było przedstawienie.
— Nie? Ryzykowałaś prowizję, czas i reputację salonu dla ludzi, którzy kupili jedną apaszkę.
— Kupili ją uczciwie.
— Och, nie bądź taka święta.
Bianca nachyliła się bliżej.
— Wiesz, kto dziś przyjeżdża?
Claire milczała.
— Adrian Sterling.
Na sali poruszenie przeszło między sprzedawczyniami.
Adrian Sterling.
Syn właścicieli imperium Sterling & Vale.
Dziedzic fortuny.
Mężczyzna, którego zdjęcia pojawiały się w magazynach biznesowych, choć on sam podobno nienawidził rozgłosu.
Od trzech miesięcy krążyły plotki, że spotyka się z Bianką.
Bianca nigdy temu nie zaprzeczała.
Wręcz przeciwnie.
Zostawiała jego imię w rozmowach tak często, jak inne kobiety zostawiają perfumy na szaliku.
— I wiesz, co jest najzabawniejsze? — ciągnęła Bianca. — Adrian dba o markę. O wizerunek. O ekskluzywność. Nie o twoje małe lekcje moralności dla biedaków.
Claire nie odpowiedziała.
Ale w środku poczuła ukłucie strachu.
Potrzebowała tej pracy.
Naprawdę.
Opłacała mieszkanie młodszej siostrze na studiach.
Spłacała długi po chorobie matki.
Nie miała bogatego narzeczonego, rodziny z kontaktami ani planu awaryjnego.
Miała pensję.
Godność.
I nadzieję, że jedno nie będzie musiało zniszczyć drugiego.
O czternastej w salonie zrobiło się nerwowo.
Manager, pan Laurent, poprawiał ekspozycje co pięć minut.
Pracownicy dostali polecenie, by „nie prowokować niepotrzebnych rozmów”.
Bianca zmieniła szminkę na ciemniejszą i spryskała nadgarstki perfumami tak intensywnie, że Claire poczuła je z drugiego końca sali.
— Pamiętajcie — powiedział manager. — Pan Sterling może tu wejść w każdej chwili. Profesjonalizm. Dyskrecja. Żadnych błędów.
Bianca spojrzała na Claire.
— Słyszałaś? Żadnych błędów.
Claire nie odpowiedziała.
Kilka minut później przy wejściu znów rozległ się dzwonek.
Tym razem do środka wszedł mężczyzna około trzydziestki.
Wysoki.
Spokojny.
W ciemnym garniturze bez żadnego ostentacyjnego logo.
Nie wyglądał jak ktoś, kto musi udowadniać, że ma pieniądze.
I właśnie dlatego wszyscy wiedzieli, że ma ich więcej, niż potrafią sobie wyobrazić.
Adrian Sterling.
Bianca natychmiast zmieniła twarz.
Stała się miękka.
Promienna.
Prawie niewinna.
— Adrian — powiedziała z uśmiechem. — Nie wiedziałam, że przyjedziesz tak wcześnie.
Podszedł do niej i pocałował ją w policzek.
Nie czule.
Uprzejmie.
— Miałem spotkanie w pobliżu.
Jego wzrok przesunął się po salonie.
Zatrzymał się na Claire tylko na sekundę.
Potem znów spojrzał na Biankę.
— Jak dzień?
— Intensywny — odpowiedziała z westchnieniem. — Mieliśmy rano… trudną sytuację.
Claire poczuła, jak jej żołądek się zaciska.
Adrian uniósł brwi.
— Jaką?
Bianca spojrzała na managera, potem na Claire.
— Do salonu weszła para ludzi, którzy wyraźnie nie powinni tu być. Byli brudni, nieprzygotowani, zachowywali się dziwnie. Próbowałam chronić standardy marki, ale Claire uznała, że zrobi z tego lekcję dobroci.
Pan Laurent chrząknął.
— Sytuacja została rozwiązana, panie Sterling.
Adrian spojrzał na Claire.
— To prawda?
Wszystkie oczy zwróciły się na nią.
Claire mogła skłamać.
Powiedzieć, że to nieporozumienie.
Przeprosić.