CZĘŚĆ 2
Michael zadzwonił o 21:07. Zignorowałam go. Vanessa zadzwoniła dwie minuty później z nieznanego numeru. To też zignorowałam. Potem odezwała się poczta głosowa.
„Mariana, przestań zachowywać się jak dziecko. Wstydzisz się mnie przed ważnymi osobami. Zatwierdź płatność”.
Ważne osoby. Zabawne, bo Vanessa już wrzuciła zdjęcie, na którym wznosi szampana w Sali Szafirowej, z podpisem: W końcu jestem traktowana jak królowa, na jaką zasługuję. Ojciec przesunął w moją stronę notes.
„Dokumentuj wszystko”.
Każdy telefon. Każdy SMS. Każda wiadomość głosowa. Każdy zrzut ekranu. O 21:46 zadzwonił kierownik klubu.
„Pani Salazar, pan Bennett próbuje autoryzować opłaty za pośrednictwem pani karty członkowskiej”.
„Mój były mąż” – poprawiłam.
Potem zniżył głos.
„Jest coś jeszcze. Podpisał formularz autoryzacyjny, używając nazwy pani firmy”.
Ścisnęło mnie w żołądku.
„I?”
„On również podpisał się pani nazwiskiem”.
Wyprostowałam się.
„Zachowaj wszystko. Rachunek, nagranie, podpisy, całą korespondencję”.
Następnego ranka Michael pojawił się w siedzibie mojej firmy, krzycząc w holu. Mówiłam przez interkom.
„Michael, opuść budynek”.
„Zamroziłeś karty” – warknął.
„Zabezpieczyłem konta, które należą do mnie”.
„Zrujnowałeś moją reputację”.
O mało się nie roześmiałam.
„Próbowałeś wydać ponad trzysta tysięcy dolarów za pośrednictwem mojej firmy pięć godzin po naszym rozwodzie”.
W holu zapadła cisza. Wkrótce potem przyszła moja prawniczka Teresa z dokumentami z klubu: szczegółowym rachunkiem, nagraniem z monitoringu, zeznaniami świadków i formularzem autoryzacji. I oto była. Nazwa mojej firmy. A pod spodem żałosna próba złożenia podpisu. Michael zakładał, że nikt tego nie zakwestionuje, bo był moim mężem. Teresa stuknęła w stronę.
„Fałszerstwo. Nieautoryzowane użycie instrumentów finansowych. Możliwe oszustwo”.
Po czym lekko się uśmiechnęła.
„A Vanessa sama opublikowała połowę dowodów”.
Zdjęcia. Filmy. Paragony. Szampan. Naszyjnik. Każdy szczegół, który jej zdaniem mógłby mnie upokorzyć, stał się dowodem przeciwko niemu.
CZĘŚĆ 3
Tego popołudnia zadzwoniła do mnie Vanessa. Tym razem brzmiała na przestraszoną.
„Michael mówi, że zrobiłaś coś nielegalnego” – powiedziała.
„Michael mówi wiele rzeczy”.
„Powiedział mi, że karty były częścią umowy rozwodowej”.
„Nie były”.
„Powiedział, że zgodziłaś się pokryć jeden ostatni wydatek”.
Oczywiście, że też ją okłamał. Wtedy Vanessa się zawahała.
„Jest jeszcze coś. Powiedział, że jeśli zapłacisz choć jedną opłatę po rozwodzie, jego prawnik będzie mógł ją wykorzystać do ponownego rozpatrzenia roszczeń finansowych”.