„Nie” – powiedział cicho Armand. „Muszą to przeczytać”.
Dwa dni później François przybył pierwszy.
Po nim Béatrice.
Na końcu Julien, bo plotka rozeszła się po wiosce: staruszkowie nie są bezdomni. Mają ukryty dom. Może mają coś do zostawienia.
Wspięli się na wzgórze, głośno rozmawiając, z już przygotowanymi wymówkami.
„Mamo, martwiliśmy się”.
„Tato, mogłeś do nas zadzwonić”.
„Nie wiedzieliśmy, że to takie poważne”.
Rose przyjęła ich w kamiennym salonie.