Następnego dnia znajoma poleciła jej Lucíę Arandę, prawniczkę rodzinną znaną z niezłomnej determinacji w sprawach dzieci.
Lucía zażądała wyciągów bankowych, rachunków, wiadomości, nagrań audio, dokumentacji szkolnej i wszelkich dowodów z codziennego życia Sofíi.
Mariana zorganizowała wszystko tak, jakby przygotowywała audyt.
Wtedy nadszedł pierwszy prawdziwy cios.
W ciągu czterech lat Raúl przelał ponad 180 000 pesos na osobiste konto Doñi Elviry. Podczas gdy Mariana spłacała kredyt hipoteczny i edukację córki, on finansował rodzinne przyjęcia, pożyczki dla rodzeństwa, remonty domu, który nawet nie był jego, i zakupy, o których nigdy nie konsultował.
Kiedy Mariana napisała do niego SMS-a z pytaniem o pieniądze, Raúl odpisał:
„To były oszczędności rodzinne. Nie rób z tego wielkiej sprawy”.
Ale Doña Elvira, wściekła, zadzwoniła z nieznanego numeru.
„Nie ma już z tych pieniędzy!” krzyknęła. „Mój syn mi je dał, żebym wydała je, jak chcę!”
Mariana nagrała rozmowę.
Znalazła też wiadomości, w których Raúl obiecał, że jak tylko skończą spłacać dom, przepisze mieszkanie na nazwisko matki, „żeby Mariana nie czuła się, jakby wszystko na niej leżało”.
Nie tylko ukrywali pieniądze.
Już dzielili się tym, co zapłaciła.
Dwa dni później Raúl przyjechał do domu teściów z rosca de reyes (tortem Trzech Króli), pudełkiem czekoladek i wyuczonymi przeprosinami.
„Straciłem panowanie nad sobą” – powiedział cicho. „Wróć, a tym razem oddam ci całą moją pensję”.
Sofía pojawiła się za Marianą.
„Obiecaj, że nie będziesz już krzyczeć na moją mamę”.
Raúl nie zapytał, czy się bała.
Po prostu spiorunował Marianę wzrokiem, jakby to ona ją wyszkoliła, żeby go ośmieszyć.
Wtedy Mariana zrozumiała, że nie poszedł tam z miłości.
Poszedł tam z obawy przed tym, że zostanie uznany za złoczyńcę.
Pozwoliła mu zobaczyć się z Sofíą na kilka minut, ale jasno dała do zrozumienia, że wszystko zostanie załatwione pisemnie i przez prawników. Raúl wyszedł, nazywając ją okrutną.
Następnego ranka Doña Elvira pojawiła się przed domem z dwiema siostrami i zaczęła krzyczeć, że Mariana ukradła jej wnuczkę. Sąsiedzi wyszli, żeby to sprawdzić. Upierała się, że Mariana ma innego mężczyznę i że mieszkanie należy do Raúla, bo pomogła z zaliczką.
Przyjechał patrol policji miejskiej.
„Czy ma pani nakaz sądowy o przyznaniu opieki?” zapytał funkcjonariusz.
Doña Elvira milczała.
Luía złożyła wniosek o zabezpieczenie, nagranie, wyciągi bankowe i raport policyjny. Kilka dni później otrzymali termin rozprawy w Sądzie Rodzinnym.
Przed wejściem adwokat Raúla uśmiechnął się arogancko.
„Wnosimy o opiekę i całe mieszkanie” – powiedział.
Luía otworzyła swoją grubą teczkę i mruknęła:
„Niech mówią. Dzisiaj dowiedzą się, ile kosztuje kłamstwo, gdy skonfrontują ich z liczbami”.
Doña Elvira weszła przekonana, że wyjdzie z domu i wnuczki.
Nie wiedziała, że zaraz wszystko wyzna.
CZĘŚĆ 3
Sala rozprawy w Sądzie Rodzinnym była mała, zimna i niepokojąco cicha.
Mariana usiadła obok Lucíi. Po drugiej stronie stali Raúl, jego prawnik i Doña Elvira, ubrana w białą marynarkę, z designerską torebką i miną kobiety urażonej życiem.
„Przyszła nawet cała wystrojona” – mruknęła Doña Elvira. „Założę się, że już znalazła kogoś, kto ją wesprze”.
Mariana nie odpowiedziała.
Latami przegrywała argumenty, broniąc się przed każdą zniewagą. Tego dnia zrozumiała, że niektóre prowokacje nie zasługują na słowo, a jedynie na zapis.
Sędzia wyjaśnił, że najpierw rozpatrzą kwestię tymczasowej opieki nad Sofią, następnie alimentów, a na końcu kwestię korzystania z domu rodzinnego.
Prawnik Raúla zaczął pewnie:
„Moja klientka ubiega się o przyznanie jej podstawowej opieki. Pani Mariana ma wymagającą pracę, spędza wiele godzin poza domem i nie jest w stanie zapewnić nieletniej stałej opieki, jakiej potrzebuje. Natomiast pan Raúl ma codzienne wsparcie matki, kobiety oddanej rodzinie”.
Doña Elvira się uśmiechnęła.
Luía położyła teczkę na stole.
„Matka jest główną opiekunką Sofíi od jej urodzenia. Oto opłaty szkolne, zezwolenia na opiekę medyczną, podpisy rady szkolnej, karty obecności, wizyty u pediatry, ubezpieczenie zdrowotne i zajęcia pozalekcyjne. Mariana zajmowała się wszystkim”.
Sędzia spojrzał na Raúla.
„Panie Medina, jak nazywa się pediatra pańskiej córki?”
Raúl zwlekał zbyt długo.
„Mariana ją przyjmuje, bo lubi mieć wszystko pod kontrolą”.
„Pytałam ją o nazwisko”.
Nie wiedziała.
„A jak nazywa się jej wychowawca w tym roku szkolnym?”
Tego też nie wiedziała.