„Odsuń się”.
„Nie” – powtórzył Thomas łamiącym się głosem.
To jedno słowo wyrządziło więcej szkody niż wszystkie oskarżenia.
Dwóch oficerów, którzy do tej pory stali w miejscu, podeszło do drzwi i uniemożliwiło adiutantowi wyjście z telefonem.
Pułkownik Castel kontynuował.
„Rezerwa wchodzi właśnie do budynku”. Admirale Ferrand, proszę pozostać w swoim biurze, widocznym dla wszystkich.
Drzwi otworzyły się niemal natychmiast.
Hélène Castel weszła w towarzystwie dwóch osób w mundurach, bez żadnych teatralnych gestów.
Niosła pod pachą beżową teczkę, a jej twarz nie wyrażała chęci zwycięstwa.
„Poruczniku Moreau” – powiedziała – „proszę dać mi zegarek”.
Camille odpięła pasek.
Po raz pierwszy zadrżały jej palce.
Nie ze strachu.
Ze zmęczenia.
Pułkownik umieścił zegarek w zapieczętowanym woreczku, a następnie zrobił to samo z kluczem, raportami i przewróconą ramką, której tylna strona odskoczyła, uderzając o podłogę.
W ramce znajdowała się mała koperta.
Nikt jej wcześniej nie widział.
Ferrand zbladł.
Camille spojrzała na kopertę.
Rozpoznała pismo Édouarda.
Hélène Castel ostrożnie go podniosła.
„Czy ten dokument był przeznaczony dla ciebie?” – zapytała.
Camille przeczytała swoje imię na kartce.
„Dla Camille, jeśli mój ojciec powie, że go zdradziłam”.
Pułkownik otworzył kopertę, robiąc zdjęcie jej stanu.
W środku znajdowała się złożona na cztery kartka papieru i karta pamięci.
Kartka nie zawierała wyznania miłosnego.
Édouard nie był typem, który dramatyzował, gdy się bał.
Spisał oś czasu.
Czasy.
Imiona.
Liczby.
14 o 23:40, telefon od ojca.
15 o 00:12, wszedł na peron.
15 o 00:38, przerwanie kontroli.
15 o 00:44, ustny rozkaz opuszczenia terenu.
Piętnastego o 00:51 wiadomość do Camille nie została wysłana.
Ostatnia linijka była bardziej drżąca.
„Jeśli zniknę, powie, że się myliłam. Nie myliłam się”.
Camille położyła dłoń na krawędzi biurka.
Tym razem gniew nie narastał.
Zapadł się w nią jak kamień.
Ferrand próbowała odzyskać panowanie nad sobą.
„To stek kłamstw. Mój syn był niezrównoważony. Nastawiła go przeciwko mnie. Nie masz pojęcia, co ta kobieta zrobiła po jego śmierci”.
Pułkownik Castel spojrzał na niego bez mrugnięcia okiem.
„Mamy rejestry dostępu do jego mieszkania”.
Claire Ferrand dwukrotnie w tym tygodniu użyła swojej rodzinnej karty dostępu.
Raz o 6:43.
Raz o 22:16.
Kamery bezpieczeństwa w holu budynku wojskowego pokazały ją z niebieską płócienną torbą i włosami ukrytymi pod szalikiem.
Zabrała teczkę-przynętę.
Zostawiła częściowy odcisk palca na plastikowej koszulce.
I zadzwoniła do admirała cztery minuty po wyjściu.
Camille nic nie powiedziała.
Myślała tylko o zupie zostawionej na wycieraczce, uprzejmych wiadomościach, o „wiecie, że możecie na nas liczyć” wypowiedzianym łagodnym głosem, który wcześniej zapobiegł pojawieniu się podejrzeń.
Ferrand cofnął się w stronę biurka.
„Claire nie ma z tym nic wspólnego”.
„To dlaczego ona już przedstawia swoją wersję wydarzeń?” zapytał pułkownik.
Po raz pierwszy admirał wydawał się naprawdę stary.
Nie słaby.
Odkryto.
Pułkownik położył beżową teczkę na biurku.