Tylko małe czerwone światełko, wręcz absurdalne w pokoju, w którym tylu wpływowych mężczyzn postanowiło bawić się w osądzanie.
Ferrand to zauważył.
„Co ty właśnie zrobiłeś?”
Camille trzymała rękę uniesioną do góry.
„Uczyniłam pokój widocznym”.
Zadzwonił zabezpieczony telefon biurowy.
Adiutant podskoczył, a potem spojrzał na admirała jak dziecko przyłapane na czymś złym.
„Odbierz” – powiedziała Camille.
Ferrand odwrócił głowę w jej stronę.
„Nie ma pani tu żadnych rozkazów”.
Dzwonek nie ustawał.
Raz.
Dwa.
Trzy razy.
W końcu Thomas Lemaire podszedł i włączył głośnik.
Głos pułkownik Hélène Castel wypełnił pomieszczenie – spokojny, wyraźny i formalny.
„Pułkownik Castel, Inspektorat Ministerstwa Sił Zbrojnych. Admirale Ferrand, od tej chwili nikt nie może dotykać dokumentów na pańskim biurku”.
Jeden z oficerów podniósł wzrok.
Inny cofnął się o krok.
Ferrand nic nie powiedział, ale zacisnął szczękę.
„Ta rozmowa jest nagrywana” – kontynuował pułkownik. Transmisja zainicjowana przez porucznika Moreau potwierdza obecność w pańskim biurze oznaczonych kopii z pliku-pułapki, umieszczonego pod obserwacją po raporcie z godziny 7:18.
Ferrand zwrócił się do Camille.
Jego gniew zmienił się.
Stał się zimniejszy.
„Zastawiłaś pułapkę na własną rodzinę”.
„Nie, proszę pana. Ochroniłem to, co zostało z mojej”.
W tym momencie zegarek zatrzeszczał.
Rozpoczął się stary plik audio, skompresowany, niedoskonały, z metalicznym sykiem nagrań wykonanych zbyt blisko mikrofonu.
Potem z małego głośnika dobiegł głos Édouarda.
„Camille, jeśli to słyszysz, to znaczy, że niesłusznie czekałem”.
Zamknęła oczy na sekundę.
Niedługo.
Wystarczająco długo, żeby nie upaść.
Nikt w pomieszczeniu nie oddychał.
Głos kontynuował.
— Trzeci załadunek nie jest pomyłką. Numery skrzyń zmieniają się między rampą załadunkową a inwentaryzacją. Vouchery są zatwierdzane przed przybyciem.
Ktoś na górze osłaniał operację.
Za nim słychać było hałas portu.
Słychać było silnik.
Podmuch wiatru.
Potem Édouard dodał ciszej:
„Mój ojciec wie”.
Ferrand skoczył w stronę Camille.
Thomas stanął przed nim.
To nie było bohaterskie, ani spektakularne, po prostu człowiek, który w końcu ustawił swoje ciało we właściwym miejscu.
„Admirale, nie”.
Ferrand wpatrywał się w niego.