Krew kapała na białe kafelki, zanim Camille Delmas zdążyła zorientować się, że teściowa właśnie uderzyła ją na oczach całego oddziału szpitalnego. W siódmym miesiącu ciąży, z ciężkimi nogami, palącymi w plecach, z żołądkiem sparaliżowanym przez dwa batoniki zbożowe połknięte między dwoma nagłymi przypadkami i zimną kawą wypitą dwanaście godzin wcześniej, właśnie wróciła z operacji, po której uratowała ojca trójki dzieci z pękniętego tętniaka. Powinna była siedzieć z nogami uniesionymi do góry, słuchając bicia serca córki w swoim wnętrzu. Zamiast tego stała na środku korytarza operacyjnego Europejskiego Szpitala Georges-Pompidou, z rozciętą wargą, twarzą do kobiety, która zniszczyła jej ojca, a potem próbowała ukraść nawet jego milczenie.
Reklamy Noc miała ten specyficzny zapach, który znają tylko szpitale: środek dezynfekujący, ludzkie wyczerpanie i tłumiony strach. Maszyny oddychały za szklanymi drzwiami, nosze przesuwały się płynnie, pielęgniarki mówiły ściszonym głosem, jakby śmierć, gdzieś w murach, mogła się obudzić, jeśli ktoś za bardzo podniesie głos. Camille kazała swojemu ostatniemu stażyście zasnąć, przyłapawszy go na tym, że stał z otwartymi oczami, ale z pustym umysłem. Ledwo położyła swoją kartę chirurgiczną na ladzie dyżurki pielęgniarskiej, gdy wahadłowe drzwi oddziału się otworzyły.
Isabelle Vasseur weszła jak do izby przyjęć, a nie na oddział zamknięty. Kremowy garnitur, jedwabny szal, drogie perfumy, diamentowe kolczyki – przeszła korytarzem z gładką twarzą kobiety przyzwyczajonej do tego, że inni przepraszają za samo jej istnienie. Za nią szedł Maxime, jej syn, przyrodni brat Camille, z naciągniętym kapturem, szczeciniastą brodą, gorączką w oczach i nerwowymi drżącymi palcami. Jej bluza była poplamiona, trampki wilgotne, a uśmiech miał wykrzywioną krawędź.
Reklamy
„Oto ona” – powiedziała Isabelle lodowatym głosem. „Mała święta rodziny”.
Camille powoli usiadła, podkładając jedną rękę pod brzuch, żeby odciążyć córkę.
Reklamy
„Isabelle, ten oddział jest niedostępny dla osób postronnych. Musisz wyjść”.
Maxime zachichotał zbyt głośno.
„Posłuchaj jej, mamo. Chirurg myśli, że jej identyfikator ją chroni”.
Pielęgniarka nocna, Samira, zrobiła krok w stronę telefonu wewnętrznego. Camille uniosła dwa palce, żeby ją powstrzymać. Znowu nie. Znała Isabelle. Wiedziała, że najmniejsza, nadmiernie widoczna reakcja zostanie wykorzystana do późniejszego odegrania roli ofiary.
„Maxime” – powiedziała Camille – „ty też tu nie pasujesz. Już zostałeś zgłoszony ochronie po wizycie na ostrym dyżurze”.
Przechylił głowę, a jego oczy błyszczały.
„Przyszedłem odwiedzić siostrę. To rodzina, prawda?”