„Mój syn odszedł” – powiedziała, nie witając się z nim. „Wszystko musi być w moich rękach. Sytuacja mojej synowej jest niejasna”.
Prawnik uśmiechnął się pogardliwie.
—Prawnie jest jego żoną, tak. Ale jeśli chodzi o ciążę…
Nagle wstałem.
—Jakie mają prawo twierdzić, że mój syn nie jest synem Ardżuny? Był moim mężem!
Indira uderzyła o biurko.
—Minęły zaledwie trzy dni, a ty zniknąłeś! Nie było cię w domu w noc stypy!
Nie mogłem powiedzieć, że sama mnie wyrzuciła. Spojrzałem na Vikrama błagającego o pomoc.
Później zaproponowali mi „umowę”: pomoc finansową w zamian za zrzeczenie się wszystkich praw i dokonanie aborcji.
Poczułem dreszcz przechodzący przez całe moje ciało.
„Naprawdę chcesz zabić własnego wnuka?” – zapytałem.
„Chcę, żeby wszystko było czyste” – odpowiedział chłodno.
Poszłam do przychodni, bo nadal odczuwałam ból. Lekarz powiedział, że z dzieckiem wszystko w porządku, ale ja potrzebuję odpoczynku.
Tej nocy udało mi się skontaktować z mamą. Kiedy usłyszałam jej głos, załamałam się. Przyjechała aż z Michoacán i przytuliła mnie tak, jak robiła to, gdy byłam małą dziewczynką.
„Weź swoje dziecko” – powiedziała mi stanowczo. „Pomogę ci je wychować”.
Ale plotki nie ustawały. Mówili, że jestem w ciąży z innym mężczyzną i że on chce pieniędzy z ubezpieczenia. Kilku sąsiadów sugerowało, żebym się wyprowadziła. Czułam się, jakby ktoś mnie śledził.
Pewnego dnia Vikram zadzwonił do mnie ponownie.
—Znalazłem coś w szafce Arjuna. Musisz to zobaczyć.
To był list pisany odręcznie:
„Jeśli coś mi się stanie, Priya i nasz syn są najważniejsi. Mama może się wkurzyć, ale nie rób im krzywdy”.
Było też nagranie na jej telefonie, na którym opowiadała o tym, jakie imię nadamy dziecku i o kupnie małego mieszkania.
Po raz pierwszy nie czułam się samotna.