—Tato, tu Kabir. Przyszedłem cię poznać.
Gdy się odwróciłem, zobaczyłem Indirę cicho płaczącą.
„Myliłem się” – powiedział w końcu.
Czekałem na te słowa dziesięć lat. Ale nie czułem zwycięstwa, tylko pustkę.
„Bałam się” – wyznała. „Bałam się utraty domu, pieniędzy… Myślałam, że mnie zdradziłeś”.
„Rozumiem twój strach” – odpowiedziałem spokojnie. „Ale nie mogę ci wybaczyć tak, jak chcesz. Daję ci tylko możliwość poznania wnuka”.
Kabir podszedł.
—Babciu, czy coś Cię boli?
-Tak…
— To weź lekarstwo. Nie jestem zły. Ale moja matka cierpiała.
W pokoju zapadła cisza.
Indira drżącymi dłońmi pogłaskała głowę.
Zanim wyszliśmy, zapytał:
—Jeśli żyję… czy przywrócisz go do życia?
Spojrzałem na Kabira.
—Jeśli naprawdę się nad tym zastanowisz… Rozważę to. Ale wszystko musi zaczynać się od miłości.
Gdy wychodziłem, Kabir spojrzał na mnie.
—Mamo, pójdziemy do domu?
Skinąłem głową.
—Tak, w domu.
W moim sercu ten rozdział w końcu się zamknął. Nie zwycięstwem ani porażką, ale prostą prawdą: nie poddałam się i mój syn dobrze wyrósł.