„Śmierdzi tu okropnie” – powiedział.
Doña Mercedes parsknęła suchym śmiechem.
„Oczywiście, że śmierdzi. Pan tu wszedł”.
Mariana zamknęła oczy, zbyt zmęczona, by się kłócić. Rodrigo natomiast wpatrywał się uważnie w Nicolása.
„Jak tu pachnie?”
Nicolás nie odpowiedział od razu. Powoli krążył po pokoju. Obserwował kąty, sufit, kratkę wentylacyjną, dywan, ściany. Przykucnął przy podłodze. Dotknął palcami podstawy ściany. Poczuł zapach drewna z szafki na zabawki.
Pielęgniarka mruknęła:
„Panie Santillán, dziecko potrzebuje stabilizacji. To może zanieczyścić środowisko”.
Nicolás odwrócił się do niej.
„Środowisko jest już zanieczyszczone”.
Zapadła głucha cisza.
Doña Mercedes poczerwieniała ze złości.
„Rodrigo, wywal go! To dziecko zmyśla, żeby wyciągnąć od ciebie pieniądze!”
Och!
Ale Santiago wydał z siebie słaby, ledwo słyszalny jęk i Mariana się załamała.
„Zostawcie go” – wyszeptała. „Nie mamy już nic do stracenia”.
Nicolás podszedł do dużej szafki z zabawkami. Była droga, lśniąca, idealna. Znajdowały się w niej pluszowe misie, pociągi elektryczne, materiałowe książki i figurki zwierząt. Wszystko było ułożone tak, jakby czekało tam szczęśliwe życie, nieświadome, że za tym wszystkim czai się śmierć.
„Przesuńcie to” – zażądał Nicolás.
Nikt nie posłuchał.
Rodrigo dał znak dwóm pracownikom.
„Przesuńcie to”.
Szafka była ciężka. Na początku przesunęła się zaledwie o kilka centymetrów. Ale gdy tylko odsunęła się od ściany, pomieszczenie wypełnił wilgotny, kwaśny, zgniły zapach.
Mariana zakryła usta.
Pielęgniarka cofnęła się o krok.
Doña Mercedes umilkła.
Kiedy szafka została całkowicie przesunięta, wszyscy zobaczyli ścianę.
Było czarne.
To nie była zwykła plama. To była gruba warstwa ciemnej pleśni, która sięgała od podłogi prawie do połowy ściany. Farba była spuchnięta, popękana, chora. Grzyb tworzył nieregularne linie niczym zgniłe żyły ukryte pod białą powierzchnią pokoju.
Mariana wydała zduszony okrzyk.
„Nie… to niemożliwe…”
Rodrigo poczuł, jak nogi się pod nim uginają.
Wtedy sobie przypomniał.
Trzy miesiące wcześniej, po ulewnym deszczu, z rury w łazience na piętrze wyciekała woda na tę ścianę. Firma remontowa zapewniła ich, że wszystko jest suche. Doña Mercedes nalegała, żeby wstawili tam meble, żeby sypialnia „wyglądała pełniej i bardziej elegancko”.
Od tamtej pory Santiago spał każdej nocy przy tej uszczelnionej ścianie, z włączoną klimatyzacją i uszczelnionymi oknami.
Nicolás spojrzał na dziecko.
„Dlatego nie wracał do zdrowia. To nie tylko jego ciało. To był pokój”.
Mariana zaczęła płakać, czując, jak ściska ją w gardle poczucie winy.
„Mój syn to wdychał…”
Doña Mercedes cofnęła się, blada.
„Nikt nie mógł wiedzieć”.
Nicolás spojrzał na nią.
„Ktoś jednak wiedział”.
Rodrigo odwrócił się do niego.
„Co powiedziałeś?”
Nicolás wskazał na spód łóżeczka. Tam, niemal ukryta pod listwą, była świeża taśma klejąca. Nie stara. Nieprzypadkowa. Ktoś zakleił tył, żeby łóżeczko było przyklejone i nikt nie mógł go łatwo przesunąć.
Rodrigo podszedł powoli.
A pod taśmą znalazł coś, co sprawiło, że cały pokój zamarł.
Mała plastikowa torebka z ciemnoszarym, wilgotnym proszkiem, ukryta tuż za łóżeczkiem.
CZĘŚĆ 3
Rodrigo trzymał torebkę między dwoma palcami, jakby niósł węża.
Nikt się nie odzywał.
Jedynym dźwiękiem był monitor Santiago, tykający w słabym rytmie, który zdawał się kpić z nich wszystkich. Twarz Mariany była zalana łzami. Pielęgniarka z przerażeniem wpatrywała się w torbę. Doña Mercedes, po raz pierwszy odkąd dziecko zaczęło chorować, nie miała przygotowanego ani jednego słowa.
„Co to jest?” – zapytała Mariana łamiącym się głosem.
Nicolás nie podszedł bliżej. Spojrzał tylko na torbę, a potem na ścianę.
„Nie wiem, jak to się nazywa w laboratorium” – powiedział – „ale na wsi nazywają to chorą glebą. Gromadzi się tam, gdzie jest wilgoć, zgniłe drewno i pleśń. Moja babcia mawiała, że to powoli zabija, jeśli dziecko to wdycha”.
Rodrigo zacisnął szczękę.
„A dlaczego to się tam ukrywało?”
Nicolás nie odpowiedział. Nie było potrzeby.
Rodrigo zwrócił się do wszystkich pracowników.
„Nikt nie wychodzi z tego domu”.
Doña Mercedes w końcu zareagowała.
„Nie rób scen, Rodrigo. Twój syn jest poważnie chory. Nie czas teraz obwiniać ludzi”.
„Mój syn umiera, bo ktoś zakrył tę ścianę i schował to obok jego łóżeczka” – powiedział ze spokojem bardziej przerażającym niż krzyk. „Oczywiście, że już czas”.
Mariana powoli uniosła głowę.
„Mercedes… kazałaś tam postawić ten mebel”.
Kobieta położyła dłoń na piersi.
„Oskarżasz mnie? Mnie, która modliłam się za to dziecko?”
„Mówiłeś, że pokój wygląda na pusty” – kontynuowała Mariana. „Nie pozwoliłeś im go przesunąć, kiedy pielęgniarka chciała za nim posprzątać. Powiedziałeś, że pracownicy są niezdarni i mogą go porysować”.
„Bo to był bardzo drogi mebel!”
Rodrigo wpatrywał się w nią.
„Kto zatrudnił ekipę konserwacyjną po wycieku?”
Doña Mercedes przełknęła ślinę.
„Poleciłam tylko firmę”.
„Nie pytałam o to. Zapytałam, kto ich zatrudnił”.
Jej milczenie było gorsze niż jakiekolwiek wyznanie.
Rodrigo zadzwonił do ochrony i zażądał nagrań z ostatnich trzech miesięcy. Tymczasem Santiago został natychmiast przeniesiony do innego pokoju, z dala od skażonej ściany. Otworzyli okna, wyłączyli dyfuzory, zdjęli dywany i wezwali zespół specjalizujący się w skażeniach środowiska.
Ale Nicolás nie odszedł od dziecka.
„Musi to z siebie wyrzucić” – powiedział.