Mama jest trochę staroświecka. Nie bierz wszystkiego do siebie. Na kolacji pokażmy spokój.
Odpisałam:
A jeśli obrazi moją mamę?
Przez dwadzieścia minut nie odpisywał.
Potem przyszło jedno zdanie:
Nie prowokuj jej.
To zdanie powinno zakończyć wszystko już wtedy.
Ale kobieta zakochana czasem prosi rzeczywistość o jeszcze jeden dowód.
Dostałam go przy stole, razem z gorącą herbatą na twarzy mojej matki.
— Jagoda — Marcin obszedł stół i ścisnął mój nadgarstek. — Wyłącz telefon.
Wyrwałam rękę.
— Nie dotykaj mnie.
Mój głos był cichy, ale on się cofnął.
— Pani prezes — powiedział pan Adam przez telefon — mecenas Lis jest już w pobliżu restauracji. Zgodnie z pani wcześniejszą prośbą ma przy sobie komplet dokumentów.
Elżbieta parsknęła nerwowo.
— Wcześniejszą prośbą? Czyli zaplanowałaś tę szopkę?
— Nie — odpowiedziałam. — Zaplanowałam tylko zabezpieczenie się na wypadek, gdyby pani syn wybrał pieniądze zamiast charakteru.
Marcin pobladł.
— O czym ty mówisz?
Wyjęłam z torebki drugi telefon. Służbowy. Położyłam go na stole i otworzyłam wiadomości.
Jego wiadomości.
Marcin:
Jeśli HelixMind wejdzie przez nas, dostanę awans.
Marcin:
Nie mów na razie, że masz wpływ na decyzję. Mama nie musi wiedzieć, że to ty stoisz za projektem.
Marcin:
Po ślubie będzie prościej. Będziemy rodziną, więc nikt nie zarzuci konfliktu interesów.
Przy ostatniej wiadomości Marcin rzucił się po telefon, ale mój kuzyn Paweł, siedzący po drugiej stronie stołu, wstał i zagrodził mu drogę.
— Spokojnie, panie bankierze.
Marcin syknął:
— To prywatna korespondencja.
— Tak — powiedziałam. — Dlatego pokazuję tylko tę część, w której próbowałeś użyć naszego ślubu jako narzędzia do kontraktu.
Moja mama siedziała za mną. Kelnerka przyniosła zimną wodę i czyste ręczniki. Mama przyłożyła jeden do policzka. Wciąż milczała, ale kiedy spojrzałam na nią, zobaczyłam w jej oczach coś, czego nie widziałam od lat.
Nie strach.
Dumę.
Drzwi sali otworzyły się po kilku minutach.
Wszedł mecenas Lis. Niski, siwiejący mężczyzna w granatowym garniturze, z czarną teczką pod pachą. Za nim szła menedżerka restauracji, wyraźnie przestraszona.
— Pani Jagodo — skinął głową. — Wezwała mnie pani w odpowiednim momencie.
Elżbieta wstała.
— Kim pan jest i dlaczego pan tu wchodzi?
— Pełnomocnikiem pani Różańskiej. A pani, jak rozumiem, jest osobą, która przed chwilą oblała panią Krystynę gorącą herbatą.
— To był przypadek.
Menedżerka restauracji odchrząknęła.
— Kamera w sali obejmuje stół. Na nagraniu będzie widać, czy to był przypadek.
Elżbieta odwróciła się gwałtownie.
— Jakim prawem nagrywacie prywatne przyjęcie?
— Ze względów bezpieczeństwa — odpowiedziała menedżerka. — Informacja jest przy wejściu.
Po raz pierwszy tego wieczoru Elżbieta nie miała gotowej odpowiedzi.
Mecenas Lis położył na stole dokumenty.
— Pani Jagodo, zgodnie z pani dyspozycją przygotowałem wypowiedzenie listu intencyjnego dotyczącego udziału Chmielewski Capital w rundzie finansowania. Przy obecnym konflikcie interesów i ujawnionych próbach nacisku rekomenduję pełne wycofanie.
Marcin spojrzał na mnie tak, jakby dopiero teraz zobaczył człowieka, a nie narzeczoną, którą da się przesunąć.
— Nie możesz tego zrobić.
— Mogę.
— Zniszczysz mi karierę.