Marcin zamarł.
Elżbieta przestała się uśmiechać.
Przy stole nikt nie oddychał głośno. Nawet kelnerka stojąca przy drzwiach z dzbankiem wody cofnęła rękę, jakby przypadkiem weszła w środek czegoś, czego nie powinna widzieć.
— Pani prezes? — powtórzył głos w telefonie. — Jest pani na linii?
— Jestem, panie Adamie — odpowiedziałam spokojnie. — Proszę wstrzymać przelew. Do czasu pełnego audytu.
Marcin poderwał głowę.
— Jagoda, co ty wyprawiasz?
Dopiero teraz spojrzałam na niego.
— Kończę zaręczyny. Właśnie to powiedziałeś, prawda?
— Nie mieszaj życia prywatnego z biznesem.
Uśmiechnęłam się bez radości.
— Powiedział człowiek, który trzy miesiące temu poprosił mnie, żebym „przy okazji” poleciła jego fundusz radzie nadzorczej mojej spółki.
Elżbieta uderzyła dłonią w stół.
— Jakiej spółki? Co to ma być za żałosna gra?
Mężczyzna z telefonu odezwał się chłodno:
— Pani Jagoda Różańska jest większościową udziałowczynią i prezesem zarządu spółki HelixMind Technologies. To państwa syn zabiegał o wejście Chmielewski Capital jako pośrednika przy rundzie inwestycyjnej.
Jedna z ciotek Marcina upuściła widelec.
Ktoś szepnął:
— HelixMind? To ta firma od systemów medycznych?
Tak.
Ta sama.
Tylko że przy stole zaręczynowym nikt nigdy nie zadał mi pytania, co naprawdę robię. Elżbieta słyszała „branża IT” i widziała dziewczynę przy biurku, która pisze kod dla kogoś ważniejszego. Marcin wiedział więcej, ale nie wszystko. Wiedział, że pracuję nad dużym projektem. Wiedział, że moje nazwisko pojawia się w dokumentach. Nie wiedział, że przez dwa lata prowadziłam spółkę przez fundację inwestycyjną, bo nie chciałam, żeby media i znajomi zaczęli wyceniać moje życie przed czasem.
Trzy dni wcześniej siedziałam w biurze na siedemnastym piętrze gliwickiego parku technologicznego, gdy usłyszałam rozmowę przy ekspresie.
— Podobno matka Marcina uważa, że Jagoda jest za biedna.
— Przecież on sam ma kredyt pod korek.
— Ale pracuje w funduszu. To brzmi lepiej niż programistka.
Wtedy jeszcze próbowałam się łudzić, że Marcin nie jest taki jak oni.
Tego samego dnia napisał mi: