– Dzień dobry – powiedziała mecenas Kulesza, zdejmując płaszcz. – Widzę, że zdążyli państwo rozpocząć rozmowę o cudzym majątku.
Bożena pierwsza odzyskała głos.
– A pani kim jest, żeby wchodzić do rodzinnego śniadania?
Mój ojciec, Grzegorz Ratajczak, stanął przy drzwiach jadalni. Nie podniósł głosu. Nigdy nie musiał.
– To pełnomocniczka Mileny. A to nie jest rodzinne śniadanie. To próba wyłudzenia dostępu do pieniędzy mojej córki.
Edmund parsknął.
– Pan sobie za dużo pozwala. Oddał pan córkę do naszej rodziny, więc teraz niech pan nie miesza.
Ojciec spojrzał na niego tak spokojnie, że nawet ja poczułam chłód.
– Panie Chmiel, córki się nie oddaje. Córka sama decyduje, z kim buduje życie. I równie samodzielnie decyduje, komu zamyka drzwi.
Wiktor wstał.
– Panie Grzegorzu, to nieporozumienie. Rodzice są staroświeccy. Milena wszystko wyolbrzymia.
Mecenas podeszła do stołu i wskazała dokumenty.
– W takim razie uporządkujmy fakty. Nieruchomość, w której państwo przebywają, jest wyłączną własnością Mileny Ratajczak, nabytą przed zawarciem małżeństwa. Intercyza podpisana przez pana Wiktora potwierdza rozdzielność majątkową. Żadne z państwa nie posiada tytułu prawnego do zamieszkiwania tu po cofnięciu zgody właścicielki.
Bożena roześmiała się ostro.
– Córka bogacza nas straszy paragrafami, bo teściowa poprosiła o porządek w domu?
– Nie – odpowiedziałam. – Bo teściowa nazwała mnie darmozjadem i zażądała trzydziestu tysięcy miesięcznie za przywilej mieszkania we własnym domu.
Edmund wskazał na Wiktora.
– To mój syn jest głową rodziny!
Mecenas nawet nie mrugnęła.
– Funkcja „głowy rodziny” nie występuje w księdze wieczystej.
Ojciec odsunął krzesło i usiadł naprzeciwko Wiktora.
– Przed ślubem pytałem cię o jedno. Czy potrafisz ochronić Milenę przed cudzymi oczekiwaniami. Odpowiedziałeś, że tak.
Wiktor spuścił wzrok.
– Chciałem tylko, żeby wszyscy się dogadali.
– Nie. Chciałeś, żeby Milena się ugięła, bo tak było wygodniej.
Bożena uderzyła dłonią w stół.