Ale między mną a świętymi kłamstwami jego rodziny.
„Słuchaj” – powiedziałam i włączyłam fragment nagrania.
Głos wujka László wypełnił pokój.
„Widzisz, moja mała córeczko… właśnie to wypiłaś”.
Potem:
„Mieszkasz w tym domu od dwóch lat…”
Twarz Andrisa powoli się skrzywiła.
„Tato…?”
Wujek László krzyknął.
„To oszustwo! Ta kobieta chce nas zniszczyć!”
Niki wybuchnęła płaczem.
„Andris… Tata dał jej sok… Wypiłam go…
Twarz mojego męża się załamała.
Ale nie tak, jak się spodziewałam.
To nie oburzenie go złamało.
Ale nie mógł już dłużej tego ignorować.
Karetka przyjechała po dwunastu minutach. Przyjechali z nimi policjanci, bo dyspozytor słyszał krzyki w tle. Niki była wtedy półprzytomna, ale ledwo mogła mówić. Jej puls był spowolniony, a źrenice dziwnie pulsowały. Ratownik medyczny natychmiast zapytał, co piła.
Wskazałem na szklankę na stole.
„Z tego”.
Wujek László próbował ją zabrać.
Jeden z policjantów powiedział do niego:
„Nie dotykaj”.
To był pierwszy raz, kiedy ktoś w tym domu nie pozwolił mu ukryć tego, co zrobił.
Szklanka została skonfiskowana. Resztę soku pomarańczowego przelano do osobnej próbki. Wysłałem nagranie policjantowi. Niki została zabrana do szpitala. Ja też poszedłem z nimi, bo nie ufałem nikomu, kto tam został.
Andris dogonił go na szpitalnym korytarzu.
– Eszter, zaczekaj.
Nie zatrzymałem się.
– Nie teraz.
– Proszę. Nie wiedziałam.
Odwróciłam się.
– Czego nie wiedziałaś? Że twój ojciec jest taki? Albo że ja mówiłam prawdę, kiedy ci to powtarzałam przez lata?
Nie odpowiedziała.
W korytarzu migotały neony. Gdzieś zatrzasnęły się drzwi izby przyjęć. Niki była badana, a ja stałam tam z mężem, który przyjechał za późno na wszystko.
– Myślałam, że przesadzasz – powiedziała cicho.
– Wiem.
– Tata zawsze był… taki. Ale nie myślałam, że…
– Dokładnie to zawsze mówiłaś. Że „tata jest taki”. Że „nie zwracaj na to uwagi”. Że „tak się rozmawia”. Że „nie musisz wszystkiego brać tak źle”.
Jej oczy zrobiły się czerwone.
– Przepraszam.
– Ja też.
Uniosła głowę.
– Co?
– Czekałem dwa lata, mając nadzieję, że tym razem mi uwierzysz.
Wyniki badań przyszły następnego popołudnia.
Sok pomarańczowy zawierał mieszankę środka znieczulającego i uspokajającego. Za mało, żeby kogoś zabić. Za mało, żeby go ogłuszyć i pozbawić sił. Za mało, żeby następnego dnia ofiara zwątpiła we własne wspomnienia.
Wystarczająco, żeby szanowany mężczyzna powiedział:
– Wyobrażasz sobie.
I wszyscy powinni mu uwierzyć.
Niki była w szpitalu przez trzy dni. Kiedy w końcu się opamiętała, nie chciała rozmawiać z ojcem. Nie chciała też rozmawiać z matką. Ale wezwała mnie.
Stałem przy jej łóżku. Miała tłuste włosy, a bez makijażu wyglądała młodziej niż kiedykolwiek. Nie miała tej wyniosłej twarzy, do której byłem przyzwyczajony.
– Wiedziałeś? – zapytała ochryple.
– Co?
– Ten tata… taki jest.
Zapadła długa cisza.
– Próbowałam ci powiedzieć.
Jej oczy napełniły się łzami.
– A ja się z ciebie śmiałam.
Nie powiedziałam, że wszystko w porządku.
Bo coś było nie tak.
Nie załagodziłam sytuacji.
Nie usprawiedliwiałam tego.
Po prostu powiedziałam:
– Teraz wiesz.
Niki spojrzała w okno.
– Mama mówi, że nie powinnam rozmawiać z policją, bo życie taty będzie zrujnowane.
– A twoje?
Spojrzała na mnie.
To pytanie uderzyło ją, jakby po raz pierwszy usłyszała, że ma życie, a nie tylko rolę w rodzinie.
Tego popołudnia Niki się przyznała.
Nie pamiętała wszystkiego, ale powiedziała wystarczająco dużo. Jak piła ze szklanki. Jak jej się zakręciło w głowie. Jak usłyszała głos ojca. Jak się bała. Jak, kiedy się ocknęła, zawołałam o pomoc.
Ibolya przyszła do szpitala następnego dnia.
Nie do mnie.
Do Niki.
Wpadłyśmy na siebie na korytarzu. Spojrzała na mnie, jakbym rozdarła jej rodzinę.
„Jesteś zadowolona?” zapytała.
„Nie.”