CZĘŚĆ 2
Po wysłaniu wiadomości wyciszyłem telefon i zacząłem porządkować dokumentację medyczną.
Zgoda na przeniesienie przyszła znacznie szybciej, niż się spodziewałem. Miałem wyjechać o świcie drugiego dnia. Pozostawało mi mniej niż czterdzieści osiem godzin na przekazanie pacjentów innym lekarzom, przygotowanie raportów i zamknięcie rozdziału życia, które do poprzedniej nocy myślałem, że będę dzielić z Ethanem.
Pielęgniarka oddziałowa, Grace, podeszła, gdy przeglądałem dokumentację medyczną.
„Doktorze Hayes… czy to prawda, że jedzie pan na misję na północ?”
„Tak.”
Jej wzrok powędrował na moją dłoń. Nadal miałem na palcu pierścionek.
Spokojnie go zdjąłem i schowałem do kieszeni uniformu.
Grace nie zadawała więcej pytań. Ale wiedziała wystarczająco dużo.
„A Ethan?”
„Ethan już ma się o kogo martwić.”
Westchnęła.
„Mia zawsze się pojawia, kiedy wam się dobrze wiedzie. To tak, jakby wyczuwała cudzą stabilność”.
Nie zdążyłam odpowiedzieć.
Drzwi gabinetu się otworzyły.
Mia weszła, trzymając rękę na piersi, wyglądając jak męczennica. Ethan trzymał ją z absurdalną delikatnością, jakby była ze szkła, a ja z kamienia.
Kiedy mnie zobaczył, zamarł.
„Clara? Nie byłaś na lotnisku?”
„Pracuję”.
Nawet nie podniosłam wzroku znad akt.
Mia usiadła naprzeciwko mnie, ciężko oddychając.
„Doktorze Hayes, boli mnie klatka piersiowa. Czuję ucisk. Nie mogę oddychać”.
Obserwowałam ją.
Normalny odcień skóry. Różowe usta. Normalny oddech. Żadnego zimnego potu, żadnego drżenia, żadnych oznak prawdziwego cierpienia.
Słaby występ. Ale Ethan patrzył na nią, jakby miał stracić miłość swojego życia.
„Czy przeszła przez rekrutację?” zapytałam.
Mia skinęła głową i podała mi paragon.
„Wyraźnie prosiłam, żebyś mnie zobaczyła”.
Oczywiście. Nie przyszła tu po to, żeby wyzdrowieć. Była tu po to, żeby wygrać.
Wzięłam długopis.
„Gdzie to boli? Od kiedy? Czy ból promieniuje do ramienia, szczęki czy pleców? Czy miałaś problemy z sercem?”
„Od wczoraj wieczorem” – mruknęła. „To ucisk tutaj”.
Pochyliła się w stronę Ethana.
Od razu objął ją ramieniem.
„Clara, po prostu coś przepisz. Nie mogła spać wczoraj w nocy”.
Założyłam stetoskop.
„Jestem lekarzem, a nie wróżbitą. Najpierw zrobimy elektrokardiogram i badanie enzymów sercowych. Potem porozmawiamy o lekach”.
Wydrukowałam recepty i mu je podałam.
Ethan ich nie wziął.
„Ona tego wszystkiego nie potrzebuje. Jest po prostu zdenerwowana. Daj jej coś szybko i to wszystko”.
W końcu na niego spojrzałam.
„Studiowałaś medycynę, zanim przeszłaś na administrację szpitalną. Wiesz, że nie przepisuje się leków na ślepo na ból w klatce piersiowej”.
Mia spuściła głowę. Jej oczy wypełniły się łzami z podziwu godną szybkością.
„Ethan, nie obwiniaj Clary. Może jest zdenerwowana, bo zostałeś u mnie wczoraj na noc. Nie chcę jej sprawiać kłopotów. Chodźmy”.
Ledwo wstała, udając utratę sił i osunęła się na niego.
Ethan uderzył dłonią w moje biurko.
„Clara! Gdzie twoja etyka zawodowa?”
Na zewnątrz pacjenci i pielęgniarki zaczęli się gapić.
Powoli wstałam.
„Moja etyka zawodowa stanowi, że nie przepisuję leków bez diagnozy. Jeśli trafi do szpitala, będzie przestrzegać protokołu. Jeśli się nie zgodzi, może złożyć skargę”.
Położyłem zamówienia na stole.
„Jeśli chcesz, to cię przyjmę. Jeśli nie chcesz, możesz wyjść. Czekają tam prawdziwi pacjenci”.
Ethan zacisnął szczękę.
„Dobrze”. Jeśli nie pomożesz jej dzisiaj, rozważ nasz ślub.
Zaśmiałem się.
Po raz pierwszy od dawna roześmiałem się szczerze.
„Właśnie tego chcę”.
Jej twarz się zmieniła.
„Co powiedziałeś?”
„Że ślubu nie będzie”.
Oczy Mii rozszerzyły się, ale natychmiast spróbowała ukryć uśmiech.
Zerknąłem na jej akta i dodałem: