Nacisnąłem.
Odebrał przed drugim sygnałem.
„Jade?”
Mój głos pozostał spokojny.
„Dziadku”.
„Musisz natychmiast przyjechać do Beacon Heights Medical Center”.
Zerknąłem na Westona.
„I proszę, przyprowadź ochronę szpitalną”.
Zatrzymałem się.
„Ktoś pomylił moje milczenie z pozwoleniem na skrzywdzenie twoich prawnuków”.
W słuchawce zapadła cisza.
Potem mój dziadek odpowiedział zaledwie czterema słowami.
„Już idę”.
Weston znów się roześmiał.
„To niewiarygodne”.
Ashley pokręciła głową.
„Ona ma urojenia”.
Po prostu położyłam telefon obok siebie i spojrzałam na moje bliźniaki.
Ani Weston, ani Ashley nie zauważyli, że pielęgniarka, która wszystko widziała, cicho wyszła na korytarz.
Ani tego, że natychmiast podniosła słuchawkę najbliższego telefonu szpitalnego.
Dokładnie osiem minut później…
drzwi windy się otworzyły.
Najpierw wysiadło dwóch umundurowanych pracowników ochrony szpitala.
Za nimi szedł Główny Lekarz Szpitala.
Potem Radca Prawny Sieci.
Następnie elegancko ubrany prawnik niosący kilka grubych teczek.
W końcu…
na oddział neonatologiczny wszedł starszy mężczyzna o srebrnych włosach, uderzając wypolerowaną laską o kafelkową podłogę powolnym, zdecydowanym rytmem.
Wszystkie pielęgniarki przestały pracować.
Wszyscy lekarze podnieśli wzrok.
W całym korytarzu zapadła cisza.
Uśmiech Westona zniknął.
Ashley patrzyła z niedowierzaniem.
„O mój Boże…”
Wyszeptała tak cicho, że prawie jej nie usłyszałam.
„To Anthony Gardner”.
Mój dziadek przeszedł obok nich obu, nie zauważając ich obecności.
Zatrzymał się obok mojego krzesła.
Jego surowy wyraz twarzy złagodniał w chwili, gdy spojrzał przez szybę inkubatora.
„Który to Sawyer?”
Wskazałem na mniejszy inkubator.
Jego dłoń delikatnie oparła się o szybę.
Przez sekundę…
Widziałem łzy napływające mu do oczu.
Za nami Weston w końcu odzyskał głos.
„Panie Gardner…”
„Mogę wyjaśnić”.
Mój dziadek powoli wstał.
Potem odwrócił się w jego stronę.
Jego wyraz twarzy stał się zupełnie nieczytelny.
„Nie”.
Powiedział cicho.
„Wierzę…”
„…to pan zaraz zacznie wyjaśniać”.
Część 2: Miliarder, z którego się naśmiewali, wszedł na oddział intensywnej terapii noworodków
Przez kilka długich sekund nikt się nie odzywał.
Weston wpatrywał się w mojego dziadka, jakby zobaczył ducha. Pewność siebie, która niosła go na oddział neonatologiczny zaledwie kilka minut wcześniej, zniknęła niemal natychmiast, zastąpiona wyrazem całkowitego niedowierzania.
Ashley powoli puściła jego ramię.
„Anthony Gardner…” wyszeptała.
„Musiała zajść jakaś pomyłka”.
Nie.
Dziadek całkowicie zignorował ich oboje. Zamiast tego pochylił się nad inkubatorami, przyglądając się Sawyerowi i Quinnowi z czułością, którą rzadko widywałem u człowieka, którego świat biznesu nazywał bezwzględnym.
„Więc to jest Sawyer” – powiedział cicho, opierając dłoń o szybę.
„A Quinn?”
Skinąłem głową w stronę drugiego inkubatora.
„Oboje są wojownikami”.
Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
„Odziedziczyli to po matce”.
Przez chwilę w pokoju znów zapanował spokój.
Wtedy Weston w końcu doszedł do siebie na tyle, by zrobić krok naprzód.
„Panie Gardner” – zaczął, wymuszając nerwowy uśmiech – „jestem pewien, że to wszystko jest zwykłym nieporozumieniem”.
Mój dziadek powoli się wyprostował.
Ciepło zniknęło z jego twarzy.
Kiedy spojrzał na Westona, nie był już dumnym pradziadkiem.
Był miliarderem, który zbudował międzynarodowe imperium biznesowe z niczego.
„Jedyne nieporozumienie” – odparł spokojnie – „pochodzi od pana”.
Weston przełknął ślinę.
„Nie rozumiem”.
„Rozumiesz”.
Naczelny Lekarz szpitala podszedł bliżej, niosąc tablet.
„Panie Warren” – powiedział profesjonalnie – „zanim będziemy kontynuować tę rozmowę, chciałbym panu przypomnieć, że to zamknięty oddział intensywnej terapii noworodków”.
Ashley natychmiast skrzyżowała ramiona.
„Jesteśmy rodziną”.
„Nie” – odpowiedział lekarz.
„Jesteście gośćmi”.
„I właśnie przerwaliście leczenie pacjenta w stanie krytycznym”.
Weston spróbował ponownie się uśmiechnąć.
„Po prostu omawialiśmy osobiste sprawy rodzinne”.
Mój dziadek spojrzał na adwokata stojącego obok niego.
„Mara”.
Bez słowa Mara Ellis wyciągnęła rękę i wyjęła papiery rozwodowe z drżących rąk Westona.
Przeczytała cicho kilka stron.
Po czym podniosła wzrok.
„Rozumiem”.
Przewróciła kolejną stronę.
„Przeniósł pan majątek małżeński, gdy żona dochodziła do siebie po nagłej operacji”.
Kolejna strona.
„Opróżnił pan wszystkie wspólne konta”.
Kolejne.
„Zwrócił się pan o podpisy prawne niecałe czterdzieści osiem godzin po porodzie…”
„…bez niezależnej reprezentacji prawnej”.
Zamknęła teczkę.
„Ciekawa strategia”.
Weston w końcu stracił cierpliwość.
„Podpisała się dobrowolnie”.
„Nigdy jej nie zmuszałem”.
Mara uśmiechnęła się uprzejmie.
„Podpis uzyskany pod przymusem nie staje się magicznie legalny”.
„To po prostu kolejny dowód w sądzie”.
Pewność siebie Ashley zaczęła znikać.
Spojrzała z Mary na mojego dziadka, a potem z powrotem na Westona.
„O czym ona właściwie mówi?”
Zanim zdążył odpowiedzieć, radca prawny otworzył kolejną grubą teczkę.
„To dotyczy Warren Medical Supply”.
Weston zmarszczył brwi.
„Mojej firmy?”
„Tak”.
Prawnik spokojnie poprawił okulary.
„Pańska firma dostarcza obecnie sprzęt do jedenastu szpitali w Gardner”.
Weston ostrożnie skinął głową.
„I co z tego?”
„Przeprowadziliśmy dziś rano wstępny przegląd wewnętrzny”.
Położył kilka sprawozdań finansowych na pobliskim blacie.
„Nasi audytorzy zidentyfikowali duplikaty faktur na łączną kwotę prawie trzech milionów dolarów”.
Wyraz twarzy Westona się zmienił.
„Co?”
„Wygląda na to, że istnieją również liczne dowody dostaw sprzętu medycznego, które nigdy nie dotarły”.
Ashley powoli się cofnęła.
„Nic mi o tym nie wiadomo”.
Prawnik kontynuował.
„Płatności były wielokrotnie przekazywane przez firmę konsultingową”.
Spojrzał prosto na Ashley.
„Firma zarejestrowana na twoje nazwisko”.
Oczy Ashley rozszerzyły się.
„Nigdy nie prowadziłam żadnej firmy konsultingowej”.